NIEOCZEKIWANA SZKOLNA ZMIANA MIEJSC

In Kobieta, Rodzice by Basia32 Comments

Szkoła. Reforma. Podstawa programowa. Kim ma być nauczyciel w nowej szkole? Kim uczeń? I gdzie jest miejsce dla rodzica?

PONARZEKAJMY

Bardzo dużo szumu w mediach, ale i  na bazarach, gdy w dni targowe ludziska mają chwilę na pogawędkę, o tym, że szkoła jest do poprawki. Bo nie uczą szacunku i nie uczą patriotyzmu. Gdzie ci dawni profesorowie i nauczyciele z powołania, co nawet rodziny nie zakładali, byle tylko nieść ważny kaganek oświaty? Programy szkolne są do niczego. Chcą ludzi wyspecjalizować, a gdzie cenne wykształcenie humanistyczne?

Im mniej wspólnego z edukacją ma dziadek Jasia, tym więcej ma do powiedzenia. Bo trzeba wrócić do tradycji i dobrych sprawdzonych wzorców nauczania i wychowania. A tam, wrócić… Zmianę trzeba zrobić w kierunku nowo-starym. Bo ZMIANA to takie modne coachingowe słowo i sprzedaje się doskonale, pod warunkiem, że dziadek Jasia nie skojarzy sobie zmiany ze słowem coaching, które już dla wielu nie brzmi tak dobrze.

ZMIANA

Kiedy jakaś nowa ekipa mówi zrobimy zmianę w edukacji, to nigdy nie jest to zmiana osobista, modna w świecie rozwoju osobistego. Każda zmiana potężnego systemu jest związana z kosztami i oporem wielu osób. I lękiem. Bo nie wiadomo, czy będzie lepiej, czy gorzej. I komu. Co trzeba zniszczyć, żeby stworzyć nowe COŚ? Czy to co jest zmieniane, jest zmieniane świadomie, czy tylko politycznie? Pytania padają z wielu stron, bo każda z nich ma swoje lęki i swoje interesy.

Właściwie nie powinnam się czepiać, bo jestem poniekąd beneficjentką „zmiany w edukacji”. Uczę w szkole średniej i naprawdę ten rok więcej, bardzo ułatwi moją pracę. Ale postanowiłam spojrzeć na sprawę uczciwie. Zadałam sobie pytanie, czego oprócz, lub zamiast przegrupowania szyków chciałabym od szkoły i czym dla mnie byłaby dobra zmiana w edukacji.

TRÓJKĄT

Szkoła w samym zarodku to trójkąt DZIECKO-NAUCZYCIEL-RODZIC, który wciąż nie jest trójkątem równobocznym. Największą słabość szkoły widzę nie w jej strukturach, ale braku równowagi pomiędzy trzema ramionami tego trójkąta. Podczas, kiedy rodzice i nauczyciele mają względnie silną pozycję i to między nimi przeciągana jest lina, dziecko w szkole wciąż traktowane jest bardziej jak materiał, a nie serce edukacji.

Mało kto patrzy na ucznia jak na klienta. Szczególnie tego najmłodszego. Wszak ryby i dzieci głosu nie mają. Kiedy sięgnęłam w pierwszej klasie po podręczniki mojego dziecka, z zadowoleniem poczytałam broszurę dla rodziców o inteligencjach wielorakich. I co? I nic. Właściwie niewiele się zmieniło w szkole od czasu moich starszych dzieci, które już zakładają swoje własne rodziny. Inteligencje wielorakie żyją swoim życiem na papierze. Na dzieci zaś czekają w szkole sztywne pudełeczka, w które się je wtłacza.

Rozwój osobisty i techniki coachingowe wciąż bezskutecznie dobijają się do drzwi polskiej szkoły. Niby jest trend, ale struktury są zbyt skostniałe, żeby uczyć partnerstwa w trójkącie już od pierwszego etapu edukacji. Bardzo to trudna ZMIANA wprowadzić PARTNERSKI sposób komunikacji do polskiej szkoły. Znacznie trudniejsza, niż zmiana struktury. Nauczyć wszystkie trzy strony SZACUNKU do siebie samych i wzajemnego SZACUNKU do siebie. Tego nie ma w naszej tradycji, która do tej pory uczyła dzieci jak przechytrzyć „system”, a nauczycieli i rodziców, jak spacyfikować dzieci. I wypracować rezultaty. Wyniki. Nauczyciel walczy o byt. Rodzic walczy o spokój. Dziecko walczy o przetrwanie. Taka jest póki co polska szkoła. Nawet jeśli wszyscy niosą inne hasła na sztandarach.

W rozmowie z młodą i mądrą nauczycielką, która prowadzi blog o edukacji niedawno usłyszałam mądre słowa. Szkoła powinna być drugim domem, bo przecież dziecko spędza tam wielki kawał swojego dzieciństwa.

K JAK KOMUNIKACJA

A ja marzę o tym, żeby w struktury szkoły wmaszerowała komunikacja przez duże K. Nie prosta, żeby nie powiedzieć, czasem prostacka „pedagogizacja” rodziców, która przypomina wykład, lub kazanie. Partnerski dialog, zamiast rozmowy petenta ze „specjalistą”. I tak jak nauczyciel powinien mieć obowiązek, ale przede wszystkim PRAWO do rozwijania swojego warsztatu dobrego pedagoga i mentora, tak rodzic powinien mieć prawo, ale przede wszystkim OBOWIĄZEK dbania o interes dziecka w szkole i poszanowanie przez szkołę ich osobistych wartości. Bo to rodzic jest gwarancją dobrostanu dziecka w szkole i to on ma możliwość negocjowania pozycji dziecka.

Marudzę nieustannie o tym szacunku, komunikacji, wzajemności i trójkącie równobocznym. Tak sobie „marudzę” bo głęboko wierzę, że świadomi i zdeterminowani rodzice są najsilniejszym motorem, który ma wystarczającą siłę, żeby wpłynąć na zasady, które panują w szkole ich dziecka. Zmiana powinna zacząć się we wnętrzu instytucji i jeśli rodzice mają być czynnymi uczestnikami życia szkoły, to właśnie oni powinni głośno mówić co im się podoba, a co wymaga zmiany. Małe zmiany inicjowane przez rodziców w małych szkołach, to duży świat małego dziecka i duże kroki w kształtowaniu jego dobrostanu w szkole. Rodzice, którzy nie będą się bali DIALOGU z nauczycielami. Nauczyciele, którzy będą widzieli w rodzicu partnera. Do rozmowy i WSPÓŁPRACY. To takie moje małe-wielkie marzenie rodzica-nauczyciela.

To co się dzieje pomiędzy ludźmi w trójkącie dzieci-nauczyciele-rodzice jest jak silnik, który porusza całą edukację, a silnik nie powinien zgrzytać, olej też trzeba od czasu do czasu wymienić, żeby wszystko pracowało bardziej gładko i cicho.

Patrzę na zmiany w edukacji. Silnik wciąż ten sam. Stara karoseria wyklepana i pomalowana. I ma jechać lepiej i szybciej niż poprzednio. Naprawdę?

Barbara Lew

Share this Post

  • Ola

    Ech… a mogłam wybrać tekst o roślinnym zawijańcu orzechowym, który na przekór tytułowi wygląda apetycznie i chętnie bym go teraz zjadła. Jest idealna pora na późny deser. Obiecałam sobie, że więcej tekstów o reformie czytać nie będę. Ale to oczywiście bzdurna obietnica, niemożliwa do zrealizowania. Tak więc, przeczytałam. Mądrze piszesz, chociaż przyznać muszę, że mnie się od razu włącza mechanizm obronny. Jak to? Przecież ja nikogo nie zamykam w pudełeczkach! Przecież traktuję rodziców jak partnerów, ba!, ja uczniów też traktuję jak partnerów i darzę ich naprawdę dużą dozą szacunku. A później przypominam sobie, że też jesteś nauczycielem i że piszesz ogólnie o systemie i że do tego wszystkie masz jeszcze rację. Reforma w tej kwestii niczego nie zmieni, bo też przecież nie tej kwestii dotyczy. A zmiany jakie ze sobą niesie… no cóż, ja nie widzę pozytywów. I to chyba żadnych. Trzeba trwać na posterunku i robić dobrą robotę. Ale jak tu trwać, jak posterunek ci likwidują i okraszają to dużą dawką demotywacji? Powoli całą tę sprawę rozgryzam. Kocham uczyć, ale dzięki tym wszystkim zmianom czuję jakby ktoś na mnie bezustannie imadło spuszczał z dużej wysokości i czekał kiedy się w ziemię wbiję i już nie podniosę. No tak, moje słowa ani trochę wyważone nie były, ale za to prosto z serce 🙂

    Pozdrawiam Cię Basiu i życzę nam obu odnalezienia się w nowej szkolnej rzeczywistości.

    • Olu, ja wiem, że jest wielu bardzo dobrych i troskliwych nauczycieli. Moja pozycja w tym wpisie to pozycja rodzica. Takiego, który brnie w tej roli przez szkołę od wielu lat. I nie bardzo czuję się partnerem. Nawet teraz, gdy jestem rodzicem „geriatrycznym” 😀 A jako nauczyciel i coach bardzo mocno jestem za inną zmianą, która teraz wydaje sie oddalać … Pozdrawiam Cię serdecznie Olu! Buziaki!

      • Ola

        Patrzenie z pozycji rodzica dopiero przede mną. (Jakim rodzicem geriatrycznym, co Ty piszesz?! :)) Zobaczymy jak to kiedyś będzie, mam nadzieję, że lepiej, ale to chyba złudna nadzieja jest, bo fakty temu zdają się przeczyć. Również buziaki dla Ciebie 🙂

  • No właśnie, psychologia, jako nauka istniej już ponad 100 lat, tylko szkoła tego nie zauważyła. Metoda szkolnego wkuwania zaowocowała tym , że 95% wiedzy zdobytej w szkole do niczego mi nie jest potrzebne. Z tego co pamiętam, większość jest mało aktualna.
    Szkoda, że nikt nie chce pójść drogą Finlandii, gdzie zmiany są wprowadzane według myśli i planu podjętego wiele lat temu. Przemyślanego planu, do wdrażania którego przygotowywano się kilka dobrych lat. Tam z jednej strony zapewniono wysoki prestiż nauczycielowi, z drugiej daną dużą autonomię uczniom, którzy mogą komponować własny zestaw tego czego będą się uczyć, a z trzeciej zapewniono doskonały system nieustannego kształcenia dla dorosłych. Ale Finlandią raczej nie będziemy (co najwyżej możemy wypić Finlandię, za kolejną reformę, która zacznie się za dwa lub trzy lata…)

    • Dawid ja myślę, że szkoła to zauważyła, ale celowo udaje, że nie widzi. To takie wybiórcze spojrzenie na sytuację. Znacznie łatwiej tkwić w starym systemie i markować zmiany, niż rzeczywiście te zmiany wprowadzić. Zainwestowanie w kadrę szkolną z politycznego punktu widzenia nie miałoby zupełnie przełożenia na wyniki wyborcze. A tymczasem raban jaki zrobił się teraz wokół gimnazjów jest nie do przecenienia, prawda?

  • Mam córkę w 4. klasie i czuję się kompletnie bezsilna wobec trybów machiny edukacyjnej, w której ona tkwi. Fakt, mogę porozmawiać z nauczycielami, ale nie postrzegam tego jako dialog. Raczej monologi w czyjejś obecności. Ja mówię swoje, nauczyciel swoje, po czym każdy wraca do swojego okopu. Oczywiście ja uważam, że to wina nauczyciela i jego pełnego schematów i stereotypów postrzegania dzieci. Nauczyciel – że wydziwiam i z niewiadomych przyczyn wytrącam dzieci z jednej jedynej słusznej i posłusznej ścieżki rozwoju.

    Kwestię mojego syna pominę, ma biedak 6 lat i wybierał się do zerówki, ale mu dobra zmiana zlikwidowała. Więc właściwie nie wiem gdzie on wyląduje we wrześniu, ale to już inny wątek…

    • Celnie to ujęłaś Madziu. Porozmawiać … Inna rzecz, że wobec szkolnej machiny nauczyciel czasem niewiele może, bo jest rozliczany głównie z wyników, a nie człowieczeństwa. Myślę, że nauczycielom jest też trudno bo w sztuczny sposób walczą o prestiż jaki im odebrano. Jak to powiedział do mnie kiedyś pewien uroczy rodzic, który ma swój własny zakład produkcyjny „no bo co taka dziewczyna po tych studiach, anglistka zarobi w szkole?”. Jakby zapomniał, że rozmawia z nauczycielem jego dziecka, też anglistą. Jak zawsze, wszystko rozbija się o szacunek.

  • Jestem na razie na etapie przedszkola i aż się boję, co będzie, jak moje dzieci pójdą do szkoły. Na pewno będę tym rodzicem, który będzie współpracował z nauczycielami i nie będzie podważał ich zdania. Boję się tylko jednego, że będziemy inaczej widzieli dobry rozwój. Mnie dzisiaj w szkole martwi brak umiejętności przełożenia wiedzy na korzyści. ok, ja mogę w domu swoim dzieciom tłumaczyć, dlaczego warto się uczyć i jakie to może mieć przełożenie na ich przyszłość, ale fajnie, gdyby to szło w dwójnasób. Chyba, że się mylę i coś się zmieniło i uczeń na lekcji np matematyki dowie się, w czym może mu pomoc rachunek prawdopodobieństwa..Uważam, że nauczyciel dzisiaj musi być sprzedawcą, mentorem. Czy nauczyciele mają jakieś szkolenia, które pomagają im prowadzić ciekawie lekcje? nie mówię o dydaktyce i merytoryce, ale o czymś na kształt szkoleń dla trenerów?

    • Marzena, może odpowiem na to ostatnie pytanie, choć jak zawsze moja odpowiedź będzie bardzo subiektywna, bo patrzę z mojej własnej perspektywy. Nauczyciele mają z założenia bardzo wiele szkoleń, ale niestety nie są to szkolenia dla trenerów. Do wiedzy trenerskiej nauczyciel zazwyczaj chyba dochodzi samodzielnie. Robi to za swoje pieniądze, lub drogą praktyki. A praktyka czyni mistrza, ale z czasem. Ot smutna trochę ta moja refleksja, ale własnie tak to czuję.

  • Najbardziej to obawiam się, że cała ta reforma będzie tak przeprowadzona, że wymarzą ostatnie 25 lat i szkoła jeszcze bardziej nie będzie nadążać za obecnym Światem.

    • Tak to niestety wygląda. A dzisiaj chyba klamka zapadła, prawda?

  • Redaguję właśnie książkę o historii edukacji w moim regionie po 1918 roku. Przez ostatnie 100 reform szkolnictwa było tyle, że ciężko je wszystkie wymienić. I pewnie wszystkie wzbudzały poruszenie wśród zainteresowanych 🙂

    W szkole, jaka by nie była, zawsze najważniejszy jest człowiek. We wrześniu mój syn rozpocznie naukę w pierwszej klasie podstawówki. I jedyne, czego bym dla niego chciała, to dobry nauczyciel. A właściwie nauczyciele. A czy będzie się uczył w gimnazjum, czy w 8-letniej podstawówce – póki co jest to dla mnie sprawa drugorzędna. Nie wykluczam, że zmienię zdanie, kiedy zagłębię się w temat. Na razie trzymam kciuki za dobrych pedagogów 🙂

    • Dobrzy nauczyciele, czyli silnik edukacji. Tylko każdy silnik, gdy sie go męczy i „piłuje” zaczyna dymić. Ciekawe jak bedzie z kolejną zmianą. Jak ludzie to zniosą. Patrzę zdumiona.

  • Moje dziecko we wrześniu dopiero idzie do przedszkola na „pełen etat”, ale przeraża mnie to, co będzie jak przyjdzie czas na szkołę… Tym bardziej, że za tę parę lat może być już inna władza, która będzie chciała wprowadzać swoje zmiany do szkolnictwa… A to o czym piszesz, czyli komunikacja w trójkącie, gdyby była na właściwym poziomie to przede wszystkim zapobiegła by wielu przykrym sytuacjom w szkole, jak pobicia itp…. Pozdrawiam

    https://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

    • Ja myślę Agni, że nie ma co sie przerażać. W razie problemów trzeba brać byka za rogi, bo ten po drugiej stronie to też człowiek i może się mylić. Trzymam kciuki!

  • Ludziom coraz trudniej przychodzi wykrzesać z siebie zdanie pozbawione krytyki i najczęściej jest owa dotkliwa, nie zaś konstruktywna. Staram się więc w zabawny sposób mówić o rzeczach trudnych, nawet na szkolnych zajęciach plastycznych albo fotograficznych, gdzie głównym wątkiem jest powrót do tradycji i ekologia. Nigdy nie pracowałam w szkole na etacie, ale przypuszczam jak ciężko jest zbudować relację i wspólną więź, zależnych od siebie osób; nauczyciel- rodzic- uczeń. To wielkie wyzwanie.

    • Zależności zawsze prowadzą do jakichś wypaczeń, bo niestety ludzie nadużywają swojej władzy i siły. I niestety wszystkie strony tego trójkąta mogą to robić. Rodzice, dzieci i uczniowie. Wszyscy jeśli chcą mogą manipulować drugą stroną. Więc to kwestia dobrej woli, lub jej braku 🙂

    • Tak, szczególnie jak się ma w zanadrzu jakiś chytry plan – zbrodnia w afekcie ukrytych korzyści. 😉
      A tymczasem droga do drugiego człowieka wiedzie poprzez serce. Miłość – do tego stworzony jest człowiek 🙂

  • „Na dzieci czekają sztywne pudełeczka…” – ha ha, dobre, czasem nauczyciel potrafi takie pudełeczko rozluźnić nieco, ale przecież jest rozliczany z realizacji programu, więc jest troszkę ciężko. A rodzice walczący o spokój? Coś w tym pewnie jest, ale kiedyś uczeń w domu na temat szkoły raczej się nie wypowiadał, bo jeszcze „burę” od rodziców dostał, pamiętamy powroty rodziców z wywiadówek, to był pełen napięcia czas… Teraz rodzic tylko na podstawie wypowiedzi dziecka ustosunkowuje się do problemu i przy dziecku atakuje nauczyciela i szkołę, więc tak naprawdę ta walka rodziców o spokój często przynosi odwrotny skutek… (naszym zdaniem) :). Pozdrawiamy :).

    • Wzajemny szacunek od najmłodszych lat, bo faktycznie w pewnym wieku niewiele da się zmienić. Wcale nie chciałabym ataku na nauczyciela. Nie chcę też tak zwanej „dyscypliny” w starym wydaniu, czyli strachu dzieci. Wszyscy musieliby pracować nad wewnętrzną zmianą w szkole. Pozdrawiam 🙂

    • Babownia.pl Jesteśmy jak najbardziej za prawami dziecka i poszanowaniem jego godności osobistej. Powinno być tylko jednolite oddziaływanie szkoły i rodziny, bo gdy w szkole czegoś nie wolno, a w domu można… :).

  • Elżbieta

    Pani MKa ma nadzieję, że coś się zmieni , w podtekście na lepsze. Proszę nie mieć złudzeń! Nic na to nie wskazuje… Serdecznie współczuję rodzicom , dzieciom i nauczycielom. Patrzę na te wszystkie zmiany z przerażeniem !
    Pani Basiu, bardzo wyważone są Pani słowa ale czy to wystarczy, by było lepiej ?

    • Pani Elu, moje słowa muszą być wyważone, bo w mojej profesji krzyk rozpaczy zabrzmiałby stronniczo. Czasem rwę włosy z głowy w przerażeniu. Czasem trę oczy z niedowierzania. Czasem myślę, że czas odejść. Ale czy to jest wyjście? Może lepiej próbować robić po swojemu to co dla nas ważne?

  • Komunikacja, to chyba to co najbardziej mnie dotkneło z Twojego tekstu. Polacy nie umieją rozmawiać, nie umieją sie komunikować. I jak widać od samego początku tego złego sposobu komunikacji uczy się najmłodszych. Nie ma nic gorszego niż zły przykład. Nawet rządzący nie rozmawiają z nauczycielami, potem mamy taką podstawę programową „nową” jak mamy.W takiej atmosferze zmian w trójkącie nie będzie… a to smutne, gdy się cofamy… A później, po szkole idziemy do pracy i… wszyscy mamy problemy ze skuteczną komunikacją… Dużo by sie chciało napisać… Ech..

    • Oj dużo Ula. Aż mi wyszedł lekki chaos w tekście, bo tyle słów się ciśnie i tyle by sie chciało inaczej.

  • Życzę Ci tego Madziu z całego serca, choć rzecz to niełatwa.

  • Aga

    A ja się boję, że ten trójkąt w ogóle przestanie trójkąt przypominać. Że jakiekolwiek relacje znikną w ogóle, bo rodzic będzie miał pretensje do nauczyciela, nauczyciel do systemu i tego, że każe mu się nauczać niezgodnie z prawdą, a ideologią, a dziecko stanie się narzędziem do uzasadniania słuszności tej władzy. Musiałam pójść lekko w politykę, ale przy okazji tej zmiany- skądinąd świetne spostrzeżenie, że nawet w szkołę wszedł coaching:P-nie da się tematu uniknąć.
    Boję się bardzo, ze od września o jakiejkolwiek relacji nie będzie mowy:(
    A Twój tekst powinien przeczytać każdy Rodzic. Ściskam<3

    • Ja dzisiaj chciałam odpisać na komentarze, ale jakoś zaniemówiłam, bo widmo reformy odjęło mi mowę. Liczę tylko na to, że się czepiam i okaże się, że wszystkie moje niepokoje to były widma szkoły, do której chodziłam. Staram sie być pozytywna, ale ciężko. Buziaki <3

  • MKa

    Zmiany, zmiany, zmiany… Zaliczam się do ofiar zmian i kiedyś żałowałam, że nie podjęłam pracy w gimnazjum – przy wcześniejszej zmianie. Myślałam nawet: kurcze, dzisiaj dalej pracowałabym w szkole… ha, ha! Takie myśli czasami mam, ale tu gdzie pracuję też zaplanowana jest zmiana, nawet likwidacja i taki powrót do przeszłości, zresztą podobnie jak w edukacji. Jeszcze w tamtym roku szkolnym byłam na wywiadówce w sienkiewiczowskim I LO i tak jakoś nie czułam żadnych zmian na lepsze, szczególnie w wyglądzie starej dobrej budy, która nie ma należytych szlifów (zaznaczam, że to są moje odczucia, może komuś się to podoba, sorry taką mamy architekturę); piękny, stary budynek, tyle w nim historii i wspomnień, a taki jakiś niepoukładany, chaos w formach i kolorach, brzydota wyłazi z wszystkiego 🙁 Czy już nikt nie potrafi tego zmienić? (To akurat byłaby dobra zmiana.) Taka dygresja byłej uczennicy, smutna!
    A „trójkąty szkolne” nigdy nie były równoramienne, raczej takie „prostackie”, nad równowagą ich ramion trzeba starannie pracować, udoskonalać, ale kto na to ma czas? Czas jest na zmiany! Burzymy i na gruzach budujemy nowe, lepsze…? Nie potrafimy szanować tego, co mamy, co można naprawić, unowocześnić. Dalej jest smutno…, może coś się zmieni?
    A na koniec, pozdrawiam Cię serdecznie 🙂 Basiu 🙂

    • Madziu Kochana <3 dziekuję za pozdrowienia <3 dziekuję za ten długi i mądry komentarz. Stara poczciwa buda ... Jaki pan, taki kram, powiadają, a Ty wiesz o czym mówię. Wolałabym nowocześniej, uczciwiej i sprawiedliwiej. Mądrzej i z większym zaangażowaniem. Ale od wielu lat jest ta sama siermiężna rzeczywistość. Słoń duży, a kołderka mała. I wszystko tak na cito. Byle załatać problem tu i teraz ... A potem się zobaczy. Buziaki bardziej optymistyczne niż nasza dyskusja 😀 <3

  • O, to, to. Z tym szacunkiem to cieniutko jest. Ja niestety widzę ostatnio bardzo silny wręcz przeciwny trend -„kiedyś to było tak dobrze” i to „kiedyś” oznacza czasy, kiedy dyscyplinę uzyskiwało się waląc linijką po łapach.

    • Aniu, ja własnie też widzę ten trend. A ja byłam i jestem wielką adwokatką uczenia wzajemnego szacunku od pierwszego etapu edukacji. Dziecko jako partner z pełnymi konsekwencjami.