PIES STORY 1

In Babskie Rodzicielstwo, Życie Po Babsku by Basia4 Comments

Popatrzyłam na Rudą, która już ledwo łaziła ze starości. Westchnęłam ciężko. Nigdy więcej psa- powiedziałam do męża. NIGDY.

Bo tego psa to on wymyślił kiedyś. W kółko powtarzał dzieciom „bla-bla-bla, pies-pies-pies”. Wspólnie z dziećmi zarządziliśmy, że jak pies to tylko ze schroniska i basta.

Pielgrzymka rodzinna pojechała więc do schroniska pod miłą nazwą Kundelek, ale z jakichś powodów nie zobaczyliśmy nawet pół psa. Ba! Od bramy dowiedzieliśmy się, że psa dla nas nie ma. Kurczę! Chyba źle nam z oczu patrzyło. Mama, tato i dwoje dzieciaków w wieku wczesnoszkolnym zostało odprawionych z kwitkiem i płaczem.

Powinnam była wtedy odetchnąć z ulgą. W końcu nie lubiłam psów. Gdy miałam jakieś 5 lat ugryzł mnie taki mini pompon typu pekińczyk i został ojcem mojej dogofobii.

Ale nie. Ja chciałam dzieciom i mężowi nieba i psa przychylić. Więc prosto z tego Kundelka pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej pani weterynarz, która pokazała nam gdzie można dorwać psa i jeszcze dodatkowo spełnić dobry uczynek dając temu psu rodzinę i dom.

Suczka owa, siedmiomiesięczna i zupełnie dzika chciała nas przegonić bardzo dynamicznie. Wcale nie życzyła sobie rodziny. A szczególnie nie naszej. Biegała, skakała i darła na nas psią mordę jak szalona. Lał deszcz, staliśmy w błocie, bagażnik i siedzenia wyłożone mieliśmy gumami. I jednak, pomimo mowy nienawiści naszego przyszłego czworonoga, postanowiliśmy złapać Rudą (bo takie miała swoje bezpańskie imię).

Trochę zjazdów na dupsku w błocie, wygibasów, psich ciasteczek i ją capnęliśmy. I wtedy okazało się, że to JA mam ją zabrać na kolana do samochodu. No bo kto? Mąż chciał kierować, a dzieci zbyt małe. Co tam dogofobia! Z fobiami trza bez litości!

Nie wiem dlaczego ja DOSŁOWNIE WSZYSTKO MUSZĘ ROBIĆ W WERSJI HARDCORE. Pewnie dlatego jak już brałam psa to anturaż musiał być taki a nie inny. Władowałam się na te gumy, a psa, który zdecydowanie wolał mieszkać w krzakach, chciałam umieścić na kolanach. Pewnie miałam według Rudej wygląd niewyjściowy, bo mnie dziabnęła zębami w nos, ale się nie dałam. Trzymałam dalej mocno i tylko wyłam do rodziny, czy mam ten nos, czy już zwisa odcięty. Nie zwisał.

Ruda przyjęła więc inną strategię i zsiurała się prosto na mój „podołek”. Był to chyba ten akt, który przypieczętował nasze porozumienie na przyszłość. Jak już się przejedzie człowiek z dzikim psem przed twarzą, siedząc w psich siurkach i do tego wdzięczny, że pies tak kulturalnie dziabnął, że nosa nie odciął, to przywiązanie nagle rodzi się drogą naturalną.

A później stało się dokładnie to co przewidziała moja mama, gdy jej wspomniałam, że dzieci i mąż tak bardzo chcą mieć psa, że pewnie się zgodzę. Po pewnym czasie okazało się, ŻE TO JA NAJBARDZIEJ CHCIAŁAM PSA. Okazało się również, że pies jest głównie MÓJ 🙂

I tak sobie z Rudą żyłyśmy zgodnie przerabiając wszystkie etapy dorastania. Pierwszą cieczkę, kastrację, jedzenie z miski, siurkanie na trawę, a nie na dywan, kąpiel itd. itp. Dużo również rozmawiałyśmy o przemocy, bo Ruda skoczna była, a listonosz nie miał już refleksu jak ona.

Po dwunastu latach, gdy patrzyłam na moją stękającą psią babulinkę, która ze skocznej „sarenki”, zmieniła się w piecucha pospolitego, który nawet na listonosza nie zwracał uwagi, powiedziałam do męża NIGDY WIĘCEJ PSA. Bo duża to odpowiedzialność i praca, a ile ja się musiałam nauczyć! I jakoś tak smutno czasem patrzeć, jak nasz przyjaciel coraz wolniej merda ogonem, mętnieją mu oczy i zapomina powoli jak podaje się łapę.

Ale wiecie jak jest … Baba to baba. Sama nie wie co mówi. I jeszcze to, że tylko osioł nie zmienia zdania. I jeszcze, że pieski mogą być takie słodkie. I że nigdy nie mów nigdy.

Dlatego kilka miesięcy później przerobiliśmy PIES STORY 2.

Ale o tym już kolejnym razem 🙂

♥♥♥

P.S. Ruda wciąż z nami jest 🙂 ma już oznaki silnej demencji i ciągle zapomina dokąd i po co idzie. Siurka znów gdzie się jej zamarzy. Ale fizis działa jej doskonale i zjeść może konia z kopytami. Z miski podpisanej The best dog ever 🙂

Barbara Lew

Share this Post

  • Taki komentarz do cudownego życiorysu Rudej i jej Pani w nim: ♥♥♥
    ps. osobiście boję się psów, które jako osobniki dorosłe nie sięgają mi przynajmniej kolan a ojcem takiej odmiany dogofobii:) jest taki male wrzeszczące chude coś wzrostu do łydki pięciolatki 🙂 Wprawdzie mnie nie ugryzł, ale był postrachem każdego jednego podwórkowego dziecka…szczekał jak oszalały okazując ostre ząbki…
    Jak dzieci wszystkie były na wszelkich możliwych murkach, trzepakach i huśtawkach, znaczy małe czarne na spacerze…

    • Mój czarny mały szatan taki właśnie jest. Kiedy koledzy przychodzą do Kacpiego, to zawsze przytulają się do Rudej staruszki, a małego czarnucha nie bardzo lubią 🙂 a mnie własnie taki kurdupel ugryzł gdy miałam kilka lat, ale na szczęście nie zrobił wielkich szkód 😀

  • Magdalena Kamieniecka

    Basiu, to jest prawdziwe love story. Pięknie się zachowałaś i jestem po tej samej stronie, którą zaznaczają psie łapy drepczące za nami od pierwszych dni, kiedy pies jest z nami, po kres…, a czyj? Różnie to bywa. Lepiej, że pies jest do końca swego ziemskiego życia ze swoim zatroskanym o jego psi byt – człowiekiem. A człowiekiem jest się, gdy szanuje się zwierzęta 🙂

    • Oj liczymy Madziu te psie lata naszemu pieskowi seniorowi bo każdego dnia coraz starsza nasza Rudzia na oko. Trudno się z nią porozumieć, ale fizycznie w dobrej kondycji. Krecik mój powiedział: jak to kiedyś będzie bez Rudki? Ona jest od zawsze … Dla niego tak …