IMPULS

In Życie Po Babsku by Basia3 Comments

Stanęłam wczoraj pod rozgwieżdżonym niebem w Wołosatem. Mówią, że nigdzie nie zobaczysz tylu gwiazd. Światło miast i cywilizacji nie zabija tutaj ich blasku. Jakże mogłam ich nie widzieć aż tylu do tej pory? – pomyślałam w zachwycie – one tam zawsze były i świeciły swoim blaskiem, a ja zagoniona w codzienności i zwyczajności biegnę do przodu nie unosząc głowy. A jeśli już ją unoszę miejsce, w którym biegnę zabiera gwiazdom ich blask, sztucznym światłem przyćmiewając to co naturalne.

Wróciłam spod tego bieszczadzkiego nieba do domu pełna zachwytu i zdumienia. Nad gwiazdami i nad ludźmi, którzy tak samo jak gwiazdy zaświecili nagle mocniejszym blaskiem. Jasne i dobre punkty człowieczeństwa, które są obok bierzemy za pewnik. A przecież nikt nie jest oczywisty i nie jest ani on, ani światło, którym nas obdarza, obiecany na zawsze.

Jasne punkty w naszym życiu zapalają się raz po raz. Na wyciągnięcie ręki przychodzi cząstka dobra i energii, która może rozjaśnić nasz dzień, tydzień, albo kawał życia. Jak gniazdo, do którego możemy się podłączyć tylko tu i teraz, bo jutro ta okazja może być już nieaktualna.

Pigułkę dobra może podać nam każdy, pozornie przypadkowy człowiek, którego droga skrzyżuje się z naszą. Dziadzio, który jednego dnia poczęstuje twojego chorego synka czekoladką i zapamięta jego imię, a później przy każdym przypadkowym spotkaniu zapyta o jego zdrowie. Ekspedientka w osiedlowym sklepie, która pamięta jakie produkty zawsze wybierasz i idzie na zaplecze znaleźć to co lubisz. Chłopak, z którym przetańczysz kawał nocy, bo może lepiej jest tańczyć niż rozmawiać przy wódce, a ty wiesz, że jest twoją drugą połówką na parkiecie, choć nie w życiu. Dziewczyna, której o świcie opowiesz o robaku, który gryzie i pewnie będzie gryzł jeszcze długo twoje serce, a ona pogładzi cię po ręce.

Przeczucie. Impuls. Przyzwolenie na to, żeby sięgnąć po światło i dobro, które bije od tych, którzy chcą być obok. I odwaga, żeby im zaufać.  Czekoladka od starszego uśmiechniętego człowieka, uważność dziewczyny w sklepie, dotknięcie czyjejś dłoni, rozmowa dwójki życiowych rozbitków pod ciemnym niebem w kropki gwiazd. Wystarczy czasem zatrzymać się i wyciągnąć rękę po zwyczajnie-niezwyczajne dobro dnia codziennego. Otworzyć szerzej oczy i pozwolić sobie na doładowanie baterii sympatią drugiego człowieka. Wciągnąć w płuca jego dobro i głęboko nim odetchnąć, pełną piersią. Wchłonąć je każdym porem naszej skóry

W Wołosatem patrzyłam na rozgwieżdżone niebo, a później na budzące się słońce. W zachwycie. Dla ludzkiego piękna.

I chciałabym, żeby zostało już tak na zawsze. Żebym umiała widzieć wszystkie gwiazdy, które dla mnie świecą.

♥♥♥

Barbara Lew

Share this Post

  • Chocby te pojedyncze dostrzegac już byłoby sukcesem dla wielu ludzi 🙂

  • Bieszczady robią dobre myśli 🙂 Ja mam zawsze tak, że jak mój entuzjazm gaśnie, przestaje wierzyć w to co robię i mam ochotę rzucić blogowanie czy fotografię to jest impuls, że nie mogę. Albo jakiś świetny komentarz albo zadowolenie klienci. Karma wraca, jak się ma ułożone w głowie to dobro wraca 🙂 A po wizycie w Bieszczadach się to nasila 🙂

  • Na mnie też piękno świata działa optymistycznie, dlatego przyglądam mu się zawsze z uwagą. Dlatego tak lubię jeździć rowerem – jadę i zbieram te okruchy radości i optymizmu porozwalane koło drogi w postaci ptactwa, kwiecia, zapachów wsi, promieni słońca, kropli rosy, powiewu wiatru… Jak nazbieram już dużo radości to rozdaję ją innym w postaci uśmiechu i wesołego „goeiemorgen” czy „dag!”. Natura ładuje też baterie cierpliwości, wyrozumiałości wobec innych oraz dodaje chęci i sił do roboty 🙂