45+ i FOTOGRAFIA

In Życie Po Babsku by Basia4 Comments

Moja mamusia wysłała rodzinne zdjęcie do ciotek i kuzynek, które nie widziały mnie wieki!

Mamo! Dlaczego?!

No i stało się. Rozmowa telefoniczna z Ciotką wyjaśniła wszystko. Ciotki i kuzynki rozpoznały na zdjęciu wszystkich, oprócz mnie. Z wyliczanki im wypadło, że ta pani, co wygląda jak z innej rodziny, to właśnie ja. Ale żeby aż tak odstawać od oryginału?

Poczułam się troszkę głupio. Wpadłam również w lekką panikę, bo za dwa tygodnie około pojadę tam z wizytą i co będzie, jak okaże się, że nie tylko 3F – facjata, figura i fryzura uległy zmianie, ale co gorsza i moja osobowość przeszła jakąś metamorfozę?

Zarzuty postawione na podstawie fotki rodzinnej były poważne i trzy:

  • na facjacie zawisły mi okulary
  • włosy zrobiły się blond, krótkie i proste, miast czarnej kręconej grzywy z młodości 😀
  • i CHYBA PRZYTYŁAM!!! (boszszsz!!! no przytyłam 😀 )

I teraz powiem Wam, że męczy mnie kilka upiorów kobiecej pustoty. Bo tak jak spora liczba przedstawicielek mojej płci, chcę wyglądać w miarę dobrze, bo nie wypada mi już mówić, że  pięknie.

Mogę zdjąć te okulary, ale nic już na Babowni nie napiszę i będę wpadać na ściany! Długi siwy warkocz, też mogę spróbować zapuścić… Ale nic. Powtarzam, absolutnie nic nie potrafię zrobić, żeby wrócić do czasów 10 kilo temu. Bo jak widać w babowniowym interesie, gotować tutaj się lubi, a zmarnować się nie powinno, bo stanowczo jestem no waste.

Nalałam sobie więc pszenicznego piwa, a ono ochłodziło moją rozgorączkowaną myśleniem głowę. Weszłam w stan zen i spokojnie, jak to mówią „podeszłam do siebie ze zrozumieniem.” Zrozumienie zaś mi wyjaśniło, że właśnie wkraczam w tą tak zwaną drugą młodość. Stan cudowny, który mówi mi, że nic nie muszę, a co najwyżej mogę chcieć.

Nigdy, przez prawie pięćdziesiąt lat nie byłam blondynką. Obiektem pożądania mężczyzn i symbolem słowiańskiej urody. A teraz proszę! Jestem blondynką! Mój fryzjer zrobił ten cud. Od zawsze też miałam wadę wzroku, która wykluczała dobre widzenie, ale bez okularów wytrwałam tak długo, jak długo rozpoznawałam własne dzieci. A teraz widzę i w dal i kartkę podstawioną pod nos. Cud prawdziwy od optyków! Co do trzeciego F … to pewnie przymknę oko, bo jakieś wady mieć należy.

Więc reasumując, idę cieszyć się życiem i w towarzystwie ptaszków ogrodowych zrobię nalewkę różaną ku chwale 3F. Przepisem podzielę się z Czytelnikami Babowni, a różową nalewkę skonsumuję z Mamusią, kiedy dopadnie nas chandra 😀

Ściskam różanie i różowo ♥♥♥

Barbara Lew

Share this Post