SZEF NEGATYWNY

TOKSYCZNA SIŁA CICHYCH DNI

In Życie Po Babsku by Basia14 Comments

Każdy ból powinien mieć jakieś usprawiedliwienie, albo przynajmniej powód. Poród boli, bo wydajesz nowe życie na świat. Głowa, przez te cholerne naczynia krwionośne. Ząb przez zaniedbanie. Ciche dni, ciche godziny i ciche minuty bolą inaczej.

Jesteśmy stworzeni do rozmowy, dotyku i wymiany gestów. Dziwne ssaki, które przywiązują się do swoich partnerów. Miłość, przyjaźń, albo przywiązanie do innych ludzi sprawia, że jesteśmy bezbronni, gdy ci zaczynają grać nie fair i używają milczenia jak oręża.

O czym mówię? O jakimś … na przykład, Miśku …

Bo Misiek był pewnego dnia zmęczony. W pracy się nie układało. Nie dostał podwyżki. Kiedy wrócił do domu dzieci wrzeszczały. Pewnie były głodne. Anka zbyt długo siedzi w pracy. I jeszcze te nadgodziny. Czy nie można trochę mniej wydawać, zamiast tyle siedzieć w robocie? Być może on powinien trochę lepiej zarabiać, ale nie dostał tej podwyżki. A ona siedzi zbyt długo w pracy, zamiast trochę zaoszczędzić i być na czas w domu. Pokarmić dzieci. Żeby on mógł odpocząć po pracy. Beznadzieja. I do tego nie ma jeszcze obiadu.

No więc Misiek się obraził na wszystkich. Na Ankę, na dzieci i na cały świat. Nie wyszedł z domu i nie poszedł na frytki do Maka. Choć powinien był tak zrobić, żeby zobaczyli jak on się czuje. Był dzielny i twardy. Poczekał na domowy obiad, ale zjadł go DLA ANKI. Bo nie było nad czym się rozwodzić, normalny obiad jak zawsze. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Nie miał woli odpowiedzieć Ance na te bezsensowne pytania, którymi go męczyła. O co chodzi? Na kogo się obraził? Jaki błąd? I czyj? Kto co źle powiedział? Albo zrobił?

Powinni sami zrozumieć, dlaczego ON, Misiek, cierpiał. Potrzebują czasu do namysłu? On im go da. Niech sobie porozmyślają.

A Anka zwyczajnie nie wiedziała. Pytała. Myślała. A potem jak automat stanęła przy zlewozmywaku, żeby posprzątać po tym cholernym obiedzie, który przygotowała pomimo zmęczenia. I dlaczego te dzieci tak wrzeszczą, pomyślała. Anka nie wiedziała o co chodzi, dlaczego Misiek ma muchy w nosie i dlaczego powiedział jej, żeby dała mu spokój. Więc Anka skończyła myć gary, wyszła z kuchni i nawrzeszczała na dzieci. 

Znacie to? Może macie w domu swojego „Miśka” ukrytego w skórze męża, żony, dziecka, czy rodzica i wiecie jak to jest. Ciche dni i godziny są jak tortura w białych rękawiczkach. Niby nic. Przecież ona, czy on tylko milczą. Jak tortura trwają zawsze zbyt długo i nie wiadomo, czy to wytrzymamy. Jeszcze gorzej, gdy nie mamy bladego pojęcia o co chodzi. Przeszukujemy więc skrupulatnie słowo po słowie, minuta po minucie taśmy naszej pamięci. W głowie zaczyna rodzić się chaos, paniczne działania ratunkowe zastępują logiczne myślenie. a stąd już blisko do nieuzasadnionego poczucia winy, albo wręcz odwrotnie, poczucia skrzywdzenia i wściekłości.

Cicha tortura jest gorsza i bardziej niszczycielska dla rodzinnych relacji, niż awantura z tłuczeniem talerzy i przekleństwami, która pozwala na konfrontację. Bo kiedy się kłócimy możemy sobie wykrzyczeć żale i pretensje. I choć to takie toksyczne, to później przychodzi czas na refleksję, zgodę i odbudowę.

Kolejnego dnia Misiek wstał w lepszym nastroju. Żona siedziała w kuchni sama i popijała kawę. Dzieci jeszcze spały. Sobota, pomyślał Misiek i ziewnął. Może napiją się kawy z Anką? Zagadnął do niej, ale zacisnęła szczęki. Po chwili powiedziała „Może odpowiesz mi najpierw na pytanie z wczoraj, bo nie wiem wciąż co się stało i dlaczego się obraziłeś”. „Nie obraziłem się, wszystko jest w porządku”, pochylił się, żeby cmoknąć ją w szyję. Nie wiadomo dlaczego się odsunęła i wciąż miała twarde górki na policzkach … 

Nie wiem, dlaczego „Miśki” tak robią. Być może ich rodzice zbyt często zachowywali się tak w stosunku do nich. Być może musieli siedzieć długo zamknięci w swoim pokoju jako dzieci, żeby sobie przemyśleć „co zrobili źle”. Z całą pewnością ich milczenie to objaw bezradności, która jednak nie jest usprawiedliwiona. Tak jak Anka nie musimy się na to godzić, bo przecież nasza relacja, spokój naszych dzieci i dobrobyt naszej rodziny powoli ulegają destrukcji. Tak jak to pewnie zrobi Anka, powinniśmy mówić naszym „Miśkom” o NASZYCH uczuciach, gdy skazują nas na torturę milczenia. I nawet, gdy wina leży po naszej stronie, bo coś „narozrabialiśmy”, szacunek, którym chcemy się otaczać w rodzinie, daje nam prawo do wyjaśnienia sytuacji.

Myślę tak sobie na sam koniec, o „nianiowej” metodzie pozostawiania samotnego dziecka w pokoju, żeby sobie „przemyślało zachowanie”. Czy to aby nie droga na skróty do wychowania kolejnego „Miśka”?

Ciumaski ♥♥♥ Wrześniowo zamyślone …

Barbara Lew

Share this Post

  • Obrażanie się, ciche dni – nie są fajne. No cóż, każdy reaguje po swojemu. Jednak często wtedy niestety nie postępujemy racjonalnie.
    Pozdrawiam jesiennie 😉

    • warto pewnie zatrzymać sie jednak nad tym, żeby „straty” były jak najmniejsze dla obu stron, bo po co później lizać rany, prawda? Ściskam 🙂 cieplutko, choć dzień taki mokry i zimny 🙂

  • Z jednej strony masz rację, z drugiej… Wiesz, są ludzie, którzy wszystko załatwiają słowami i są tacy, którzy muszą pomilczeć. Najważniejsze to siebie znać i dać drugiej osobie czas, czas na to, aby coś powiedziała. Jeżeli się złościsz, masz te „muchy w nosie”, to nie zawsze wiesz dlaczego, nie zawsze o tym możesz tak od razu odpowiedzieć, musisz tę złość przetrawić w sobie.
    Nie ma nic bardziej podsycającego tę złość niż lawina pytań, co ci jest, dlaczego milczysz, co się nie odzywasz, itp. A ty mówisz „daj mi spokój”, co znaczy nie jestem jeszcze gotowy do rozmowy, poczekaj, daj mi trochę pomilczeć. I jeżeli Anka chciałby Miśka zrozumieć, a nie odegrać się na nim, to by następnego dnia, gdy on swoją złość przeżył, zapytała co się stało i dlaczego tak reaguje. Wtedy on był już gotowy na wyjaśnienia, ale ona nie słuchała…

    • To samo powiedział mi taki jeden, który tak reaguje. Dokładnie to samo. Ale widzisz Hegemonie, ja właśnie piszę o tym, że taka postawa bardzo rani drugą stronę, która przez cały dzień cierpi, przez panią/pana obrażalskiego. Ja myślę, że Anka wcale nie potrzebowała się odegrać. Ona się nie odgrywała. Ona właśnie powiedziała „może odpowiesz mi na pytanie z wczoraj (…). A Misiek, który już przeżył swoją złość udawał, że nic się nie stało. Znów zostawił ją bez odpowiedzi. Pozdrawiam Cię ciepło 🙂

      • Tylko widzisz, to nie jest obrażanie się, to jest konieczność przetrawienia złości. Introwertycy tak mają, że muszą pewne rzeczy przetrawić w milczeniu, nie tylko złość. W takich sytuacjach gadanie ich straszliwie męczy i tylko podsyca rozdrażnienie.
        A Anka najpierw zareagowała rozdrażnieniem, a potem zadała pytanie. Pewnie w złości, bo tak wnioskuję z opisu. Czyli grają w grę – ty wczoraj, a ja dzisiaj pokażę ci swoją złość. I tak tworzy się niekończąca się pętla. I nie jest tak, że Misiek jest winny, oni oboje po prostu się nie komunikują.
        Pozdrawiam 🙂

        • I tutaj dochodzimy do komunikacji 🙂 zawsze ta sama bolączka, prawda? 🙂 I dwie strony, które myślą, że ich RACJA jest ważniejsza. W związkach często trwa własnie taka próba sił. Ale wcześniej wspomniany introwertyk (ale to wcale nie mój mąż) powiedział też, że widzi jak to, co robi, wpływa na jego partnerkę i stara sie komunikować zamiast milczeć. Myślę, że to dobra droga Dawid, bo nie zawsze milczenie jest złotem. Ale może tak myślę, bo jestem ekstrawertyczką 😀

          • Tak właśnie myślałem Basiu, że jesteś ekstrawertyczką 🙂 I kobietą. Nie lubię schematów i uproszczeń, ale to częściej mężczyźni muszą pomilczeć. I oczywiście introwertycy. Jedni rozwiązują problemy milczeniem, a drudzy gadaniem. I tym pierwszym trzeba dać czas na pomilczenie, rozmawiać można, a nawet trzeba, gdy opadną emocje lub stres. I ta rozmowa nie powinna prowadzić do wywoływania poczucia winy słowami „Ty mnie zraniłeś”, bo wtedy stanie się wyłącznie szantażem emocjonalnym, niczego nie rozwiąże.
            Komunikacja jest niesłychanie ważna, tak jak zrozumienie własnej odmienności, ale czy to nie jest idealny świat? Ludzie chcą i potrafią się uczyć komunikacji? Czy to tylko pobożne życzenie psychologów i coachów?

          • Milczą ekstrawertycy i introwertycy. Ekstrawertyk też potrafi zamilknąć i to wcale nie dlatego, że sie obraził. Rozmowa na temat Anki i Miśka pokazuje mi, jak dwoje ludzi może inaczej odbierać jedną sytuację. Oboje wyłuskaliśmy zupełnie inne stany i uczucia. Ja nie widzę w Ance złości. Ja widzę, że jej jest przykro, bo Misiek bez powiedział jej żeby się odczepiła, a ona nie rozumie dlaczego to zrobił. Ma górki na policzkach, bo zamiast płakać zaciska zęby i liczy do 10. Ona nie chce poczucia winy, tylko odpowiedzi, bo udawanie, że nic się nie stało jej nie pomaga. I niczego nie tłumaczy.
            A pobożne życzenie … Chyba troszke tak 🙂 Oboje pracujemy z ludźmi, choć w różnych kontekstach i czasem mam takie wrażenie, że wszystkie problemy w pracy i poza nią to tylko kwestia komunikacji i róznych map. Dziękuję Ci Dawid za tą rozmowę w sieci i wybacz, że odpowiedź z „poślizgiem. Praca mnie mocno dopadła w tym roku i zasypiam na stojąco 😉

          • Basiu, nie przepraszaj za poślizgi, przecież, oprócz pisania bloga, wszyscy pracujemy i mamy obowiązki 🙂
            Mnie też ta dyskusja pokazała dwa różne punkty widzenia oraz to, że można dyskutować z ludźmi, a nie tylko się kłócić. I za tę dyskusję bardzo ci dziękuję 🙂

          • 🙂 <3

  • Evi

    Refleksyjnie. Czasem Anki i Miśki zamieniają się rolami :-).
    Uściski!

    • Tak. A najlepiej, żeby nie zmieniali się lecz wcale nie wchodzili w te role 🙂 buziaki!

  • Może i jest małomówny ten mój maż, ale cichych dni u nas nie ma, podstawa to rozmowa, a jeśli potrzebuje czasu by przemyślec sprawę to mu go daje. Choć wie, że nie lubię marnowac czasu 🙂

    • Czas na przemyślenie jest potrzebny tak jak czas na rozmowę. Czas na obrażenie to już co innego, prawda? Ja nie lubię obrażalstwa, bo druga strona nie wie o co właściwie chodzi i to ona marnuje czas 🙂