TATUAŻ

In Opowiadania by BasiaLeave a Comment

Dziewczyna. Tatuaż. I smok. I jeszcze trochę o niewiernych mężczyznach 🙂 Zapraszam na kolejne opowiadanie 🙂

TATUAŻ

Tatuażysta nie był przystojny. Zupełnie nie przypominał tych mężczyzn, którzy reklamowali swoje salony w sieci.. Niezbyt wysoki i mało postawny. Ubrany raczej jak chirurg, a nie facet od dziarania. Karolina słuchała jak delikatne bzyczenie łączy się z ukłuciami na jej ramieniu. Nie bolało, ale przypominało jej o tym, że ma ciało i skórę, które właśnie zmienia na swoje życzenie.

Facet nagle zamruczał – od tej pory wszystko już będzie inaczej – mamrotał pod nosem. No pewnie, że będzie –pomyślała. Smok był jeszcze niewyraźny, ale zaczynał przypominać już siebie. Znalazła go na jakiejś starej rycinie i od razu poczuła, że jest dla niej stworzony. Zanim trafiła do salonu tatuażu długo wisiał na makatce nad jej łóżkiem. Codziennie rano budził ją jego wzrok i choć wiedziała, że to tylko dziecinne złudzenie, uśmiechała się do niego porozumiewawczo. Poznał wszystkie jej najbardziej intymne sekrety, które odbywały się pod kołdrą. Oglądał ją nagą, pijaną i ze skrętem w dłoni. I choć wstydziła się tego, nagle zaczęła wierzyć, że jest jej alter ego. A teraz jej groźna maskotka, do tej pory mieszkająca na papierze, przenosiła się na jej skórę.

W nocy Karolinie przyśnił się mężczyzna z salonu tatuażu. To nie był miły sen i nie pamiętała szczegółów. Do rana nie pozostało już nic, prócz dwóch słów: smok wybiera. Ramię nie bolało, a tylko lekko pulsowało. Jeszcze tydzień i tatuaż będzie wyglądał lepiej, ale już dzisiaj prawie biegła na uczelnię, żeby pokazać się Patrykowi.

Pół roku wcześniej Karolina wdała się w romans z lektorem angielskiego, który był żonaty. Sam o sobie mówił dumnie, że straszny z niego womanizer. Dziewczyny się w nim podkochiwały, a kiedy podjeżdżał pod uczelnię swoim sportowym samochodem, niejedna oblizywała usta marząc o tym, żeby pomóc mu zdradzić żonę. Można było upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zdany egzamin i seks z kochankiem, którego reputacja usprawiedliwiała ten wyskok. Żona Patryka była ładna. Postawna brunetka, energiczna i zaradna, która dbała o swojego męża bardziej niż na to zasługiwał. Miała swoją firmę, zarabiała lepiej niż on i kupowała mu różne męskie zabawki, ale częste wyjazdy służbowe pozbawiły ją kontroli nad jego życiem seksualnym. Nie wiadomo, czy z powodu jej pracy, czy jakiejś małżeńskiej usterki, wciąż nie mieli dziecka.

Teraz Karolina biegła do Patryka, żeby pochwalić się swoim nowym tatuażem, który z jakiegoś powodu zaczynał ją coraz bardziej piec. To chyba ten upał – westchnęła do siebie. Trochę kręciło się jej w głowie, gdy stanęła przed budynkiem S. Obok samochodu Patryka stała jakaś wulgarnie ubrana studentka. Malowała rybie usta cyklamenową szminką, oczy miała schowane za ciemnymi okularami DKNY, a spódnicę tak krótką, że prawie było jej widać obrąbek majtek, jeśli je w ogóle miała. Smok piekł niemiłosiernie. Karolina zgięła się z bólu i nagle usłyszała miękki głos Patryka – Chodź Paula. Dzisiaj mam cały dzień dla ciebie. Studentka z rybim uśmiechem była obleśna. Całowali się tak, jakby nie robili tego po raz pierwszy. Wsiedli do sportowego auta i odjechali szybko, nie zwracając uwagi na gromadki studentów wałęsających się koło uczelni. Nawet jej nie zauważył, tak był zajęty swoją nową zdobyczą.

Niemożliwe – Karolina gorączkowo przerzucała swoje myśli, tam i z powrotem – mówił … obiecywał, że będzie tylko żona i ja. Na trójkąt była gotowa, ale czworokąt? Albo, nie daj Boże wielokąt? Harem? Z wściekłością kopnęła jakiś kamień. Potoczył się tylko kilka centymetrów, jakby przyklejony do jej buta. Podniosła go i zważyła w dłoni, a potem rzuciła w kierunku najbliższego słupka przy parkingu. Nie chybiła ani o centymetr. Oprócz spotkania z Patrykiem wszystko układało się dzisiaj po jej myśli. Gładko i sprawnie. Autobusy podjeżdżały punktualnie co do minuty, niebo było bezchmurne, a nagle zaczął dmuchać miły chłodny wiaterek, który złagodził wcześniejsze uczucie gorąca.

Do kolokwium z mechaniki nie była przygotowana, ale błyskawicznie rozwiązała wszystkie zadania. Skończyła i oddała pracę, chciała wyjść szybko, żeby pomyśleć co zrobić dalej. Czemu wszyscy tak się na mnie gapią? – zerknęła na zegarek. Wykorzystała tylko dziesięć minut czasu. Czuła się silna, zmysły działały jak po dobrym narkotyku, a niemoc i ból z rana ustąpiły.

Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Ktoś mógłby powiedzieć, że zbyt szybko, bo tydzień później Patryk nie pojawił się w pracy, dziewczyny nie miały dla kogo oblizywać warg, żona Patryka zgłosiła jego zaginięcie, a pewna studentka trafiła na OIOM z całkowitą amnezją. Co dziwne, jak stwierdzili policjanci przyjmujący zgłoszenie o zaginięciu, żona Patryka Szaflera, kobieta bardzo elegancka, nie rozpaczała. Ale pewnie była to profesjonalnie tłumiona rozpacz. Kobiety takie jak ona potrafiły radzić sobie z żałobą.

***

Nogi poniosły Karolinę do kawiarni „Cztery Łyżki”. Kremówka była pyszna. Zjadła całą i dalej była głodna. Czekała na coś, ale nie wiedziała na co. Zjadła jeszcze jedną kremówkę i wtedy zobaczyła brunetkę, która usiadła przy stoliku obok. Piła powoli kawę i bezmyślnie gapiła się na telefon. Stukała paznokciem w ładne, równe zęby i zaciskała powieki, żeby za chwilę przetrzeć oczy i rozmazać sobie smugi tuszu. Karolina podeszła do niej jak poprowadzona na sznurku. Spałam z twoim mężem – powiedziała powoli, i nagle, z zaskoczeniem dla samej siebie, wyznała – Zdawało mi się, że go kocham. Ale chyba się pomyliłam.

Brunetka popatrzyła na Karolinę spokojnie, a potem bez śladu łez na policzkach powiedziała- Patryk zdradza mnie od wielu lat. Ale wiesz, czasem trzeba poczekać. Marny w łóżku, kosztowny w utrzymaniu, starzeje się niestety. Właściwie nie ma już żadnych zalet, ale nie chciało mi się bawić w rozwód, bo to duży wydatek. A podział majątku … – tylko machnęła ręką. Chciałabym, żeby zniknął i dlatego czekałam na ciebie – oczy błysnęły jej niebezpiecznie.

***

Tydzień później tatuażysta z zadowoleniem obejrzał swoje dzieło i powiedział do Karoliny – Gotowe. Ramię jest wygojone. Czy wiesz co nosisz na ramieniu? To smok wybiera właściciela. Ma wobec niego swoje plany. Nie pociągnęła tematu, bo choć czuła, że jej życie zmienia się dość gwałtownie, nie miała zaufania do tego mężczyzny.

Karolina od tygodnia czuła się świetnie. Patryk wywietrzał jej z głowy i choć wydzwaniał, zupełnie nieświadomy sytuacji, zbywała go byle czym. Zauważyła, że łysieje w stylu franciszkańskim, lata nikotynowego nałogu zniszczyły mu cerę, a jego pośladki stawały się zbyt pełne, jak na faceta. Zawracał jej głowę cholerny bigamista. Prychnęła na myśl o jego maślanych oczach i romantycznych wyznaniach, gdy nagle poderwał ją dzwonek telefonu. Matylda, żona Patryka, poprosiła o spotkanie.

„Cztery łyżki” były wystarczająco spokojnym miejscem, żeby wspólnie wypić kawę. Matylda już czekała. Piękna i wytworna w czarnym kostiumie, króciutko przycięte czarne włosy miała nieskazitelnie ułożone i lśniące, a jej czerwone usta drgnęły w lekkim uśmiechu na widok Karoliny. Zamówiła jej ulubioną flat white, poprawiła na nosie okulary w czarnych oprawkach i przeszła do rzeczy.

Prześpij się z nim jeszcze raz – poprosiła Matylda– może być szybko, byle jak i po kilku piwach. Zapłacę Ci, ale proszę, zrób to. Tylko się zabezpiecz, bo sama widziałaś jakie życie seksualne prowadzi mój małżonek. Tutaj jest 50% pełnej kwoty, a reszta potem – położyła na stoliku ładne rzeźbione pudełko. Pachniało jakimś orientalnym aromatem i jak się okazało było pełne pieniędzy. Tak, tak. Nie były fałszywe. Karolina sprawdziła.

To była duża kwota, a Matylda nie chciała powiedzieć Karolinie za co dokładnie jej płaci. Właściwie mogła wziąć całą sumę i odwrócić się na pięcie, a później udawać, że umowa jej nie dotyczy, ale wygrała ciekawość. Pewnie chce wszystko nagrać, żeby mieć dowód zdrady męża- rozmyślała Karolina. I choć miała być tylko dowodem w sprawie o niewierność, podjęła decyzję, że warto utrzeć nosa kłamczuchowi. Coś jej szeptało do ucha, że powinna to zrobić, zupełnie jakby na jej ramieniu siedział jakiś sufler. Kupiła dwie butelki taniego wina, wykąpała się i zjadła kolację, bo znów była strasznie głodna. A później odebrała telefon od Patryka.

***

Kocham Cię – wyszeptał Patryk do jej ucha po wszystkim. Seks jak zawsze był zbyt szybki, powierzchowny i niewiele miał wspólnego z Kamasutrą.

A Twoja żona? Nie ma jej w domu? – wymruczała Karolina bardzo sennie, bo spała ostatnio więcej i lepiej.

Z oddali i pierwszych oparów snu dobiegł ją głos Patryka – Wyjechała do Berlina w służbowych sprawach. Wraca jutro.

Potem Karolina usnęła i nic się jej nie śniło. Zasnął też Patryk, ale jemu śniły się kobiece piersi, które wcale nie należały do Karoliny, jego żony, czy rybiej studentki. Prawdę mówiąc Patryk stracił już rachubę i rozeznanie. Z Karoliną umówił się dlatego, że to on chciał zerwać. Nie mieściło mu się w głowie, że dziewczyna, ot tak przestała odpowiadać na jego telefony. Przywilej zrywania należał do Patryka. I właśnie planował jej to udowodnić rano, gdy pewna swego i zakochana zrobi mu śniadanie. Ale teraz, o godzinie jedenastej wieczór, Patryk posapywał śpiąc obok Karoliny.

***

Smok miał na imię Rabar. Zsunął się z ramienia Karoliny, urósł w oczach i nabrał kształtów. Nareszcie mógł rozprostować kości, bo siedzenie w jednej pozycji na czyimś ramieniu i jeszcze do tego słuchanie tych wszystkich odgłosów było naprawdę nieznośne. Ale póki tatuaż się goił, Rabar nie mógł opuścić swojego miejsca na skórze, bo był zbyt słaby. Długo szukał ciała, na którym mógłby znaleźć swój dom. Jego dawna pani odeszła pięćdziesiąt lat wcześniej i Rabar czuł się już bardzo samotny. Nie mógł też przyjąć namacalnej postaci, póki ktoś nie wpuścił go na swoją skórę. Wiedział jednak, że gdy już wybierze, nie będzie miał wyjścia i pozostanie z dziewczyną do końca jej życia. Dlatego zawsze szukał długo i rozważnie obserwował kandydatki.

Rabar wybierał kobiety, bo miały delikatniejszą skórę i pięknie pachniały. Dzielili później wiele uczuć, tych zmysłowych i tych, które mieszkały w umysłach jego właścicielek. Rabar czerpał z kobiet wiedzę o świecie i możliwość odczuwania tego, co nie było dane smokom. W zamian dawał im siłę, pewność siebie, zdrowie, rozsądek i umiejętność odrzucania tego co było dla nich z natury niekorzystne. Tak jak Patryk dla Karoliny.

Wiedział już co należy zrobić. Bardzo kochał Karolinę i był jej absolutnie oddany. Wybrał ją, ale to ona wyraziła zgodę, żeby mógł zamieszkać na jej ramieniu. Była odważna, mądra i zasługiwała na dobro. A Rabar zaglądnął do myśli tego brzydkiego mężczyzny, który tak beznadziejnie sprawił się w łóżku Karoliny i wiedział, że choć dziewczyna już go nie kochała, to i tak sprawiłby jej wiele przykrości. Nie było na co czekać, tylko trzeba było posprzątać przeszkodę na drodze do szczęścia jego pani.

Rabar zadbał o to, żeby ta dwójka spała mocnym snem. Łyknął kieliszek wina, które wcześniej pili i aż się zatrząsł. Jak mógł na to pozwolić? Takie świństwo, popłuczyny i truciznę wypiła jego nowa wspaniała przyjaciółka. Kiedyś wino było lepsze – westchnął. Zabrał się do roboty. Wyczyścił całą historię kontaktów w telefonach Patryka i Karoliny. Przeszukał ich pocztę elektroniczną. Czat, Facebook, Instagram i wszystkie możliwe media społecznościowe były zupełnie wolne od jakiegokolwiek związku Patryka z Karoliną. Mieszkanie też. Rabar miał taką moc, ale zawsze bardzo go to wyczerpywało. Miłość do nowej pani rosła jednak z każdym dniem, równolegle z tym jak goił się tatuaż. Wszystko było gotowe do finału, gdy nagle ktoś zastukał do drzwi. Nim Rabar zdążył coś z tym zrobić, do mieszkania Karoliny wpadła rybia studentka. Jego błąd, nie sprawdził, czy jest zamknięte.

Dziewczyna nie zdążyła wydać głosu, choć chyba bardzo chciała, bo otworzyła rybie usta do krzyku. Ale Rabar był szybszy. Plunął na nią jadem. Panna upadła, wywróciła oczy do góry i na tym skończyła się cała awantura o Patryka. Rabar westchnął. Wziął ją do pyska i zaniósł nad Wisłę, położył delikatnie na ławeczce i pofrunął z powrotem skończyć robotę. Wiedział, że wyczyścił jej wspomnienia. Jedyne co powinna zapamiętać to jego płonące czerwone oczy.

Patryk spał zupełnie nagi, a genitalia miał na wierzchu. Brrrr, co za widok … – Rabar poczuł dreszcz obrzydzenia, ale zrobił swoje i łyknął Patryka w całości. Udało się niczego nie zmiażdżyć, ani nie odgryźć. Mógł sobie pogratulować, bo nie potrzeba było żadnej krwi.

***

Oczywiście nie ma gnojka – Karolina nie była zdziwiona rano. Nie został po nim nawet zapach. Może on po prostu nie pachniał? – zastanowiła się dziewczyna i poszła do skrzynki na listy, w której leżała koperta z drugą połową umówionej sumy. Matylda była honorowa. Karolina wyjrzała przez okno i wydało jej się, że spod bloku odjeżdża samochód Patryka, ale za kierownicą siedzi facet od tatuażu. Na fotelu obok mignęły krótkie czarne włosy. Ale to nie miało już żadnego znaczenia.

Zjadła porządne śniadanie i sprawdziła, czy Patryk się odezwał. Drań chyba grzebał w jej komórce i wykasował wszystko co było z nim związane. I dobrze. Miała teraz sporo pieniędzy. Mogła kupić sobie samochód, wyjechać na chwilę gdzieś gdzie jest ciepło, albo jakoś zainwestować to, co dostała od Matyldy. Historia z Patrykiem skończyła się definitywnie, a ona odegrała się za poświęcony czas i straty moralne.

Siedziała w kuchni samotnie, ale nie czuła się sama.

***

Jak widać wszyscy, smok, Karolina, Matylda, i prawdopodobnie nawet tatuażysta, stali się beneficjentami zniknięcia Patryka. Ślad po nim zaginął na dobre i nie znaleziono nawet odrobiny jego krwi u podejrzanych osób. Nikt po nim nie płakał, może prócz studentek, których Patryk jeszcze nie zdążył dotknąć. Te zaś, które zdążył, cieszyły się w duchu, a te odważniejsze nawet głośno. Rybia Paula zapomniała o nim na zawsze i chyba dobrze, że tak się stało, bo skończyła studia, spotkała później sympatyczną dziewczynę, z którą zamieszkała i, choć różnie o nich plotkują na ich osiedlu, jest szczęśliwa. Matylda dalej prowadzi firmę, a od czasu do czasu odwiedza ją milczący tatuażysta. Wpada na noc, a rankiem wraca do swojego interesu, który pięknie się rozwinął po tym, jak zniknął Patryk. Niektórzy mówią, że jego tatuaże są naprawdę wyjątkowe i żyją swoim życiem. Kto tam wie co mają na myśli?

Najwięcej zmian zaszło u Karoliny. Jeździ szybkim wozem, ale nigdy nie płaci mandatów. Tak jakby wiedziała, kiedy zdjąć nogę z gazu. Przebiera w mężczyznach i rzuciła studia. Mogła sobie na to pozwolić, bo zaczęła produkować jakieś dziwne ziołowe herbaty, które zdaniem jej klientek odmładzają o dobre kilka lat. Nie powinno się wierzyć w takie bajki, ale nawet Matylda, kobieta piękna i elegancka, korzysta z jej ziół. Skąd Karolina wzięła recepturę? Niektórzy złośliwcy powiadają, że skumała się z jakimiś ciemnymi mocami, ale któż by wierzył w takie bajki w XXI wieku?

A Patryk?

No cóż, jedno jest pewne, nikt nikogo nie pożarł. A w każdym razie nie strawił. Smoki wcale nie gustują w ludziach. Wolą dobre wino, warzywa, owoce i owcze sery. Właściwie są to stosunkowo łagodne stworzenia, obdarzone szczególnym darem. Tworzą pomost pomiędzy teraźniejszością i przeszłością, bo są nieśmiertelne. Są też absolutnie wierne i oddane.

Rabar tylko posprzątał Patryka z życia Karoliny. Dyskretnie, po cichu i bez śladu krwi. Jest smokiem chaosu, więc kiedy go połknął, brzuch Rabara zadziałał jak portal i przeniósł niewiernego kochasia w przeszłość. Niestety zupełnie chaotycznie i bez szczególnego planu.

Ale kiedy spojrzycie na „Bitwę pod Grunwaldem”, znajdziecie tam Patryka. Jest w prawym dolnym rogu obrazu. W czerwonej pelerynie z kapturem.

Niestety nawet Rabar nie wie, czy Patryk przetrwał bitwę.

Barbara Lew

P.S. Opowiadanie jest moją własnością, w świetle przepisów o prawach autorskich i własności intelektualnej. 

Share this Post