SMART

SMART, czyli JAK WZIĄĆ SIEBIE W CUGLE

In Życie Po Babsku by Basia37 Comments

SMART, bardzo biznesowy termin, pojawił się w moim zwykłym życiu i potwierdzam, jest BARDZO przydatny 🙂 To takie moje cugle, albo „kolczatka”, bo inaczej zagoniłabym się na śmierć 🙂 Bo niby ten SMART to wyznaczanie celów i szybsze ich osiąganie. A dla mnie to cugle.

NIE BĘDĘ SIĘ ŚPIESZYĆ

Tak naprawdę jestem tchórzem. Ludzie mówią, silna kobieta, zodiakalny Strzelec, jest zorganizowana. Ale ja wiem, że jestem tchórzem, bo nie lubię budować zbyt dalekosiężnych wizji. Nie chcę mówić głośno, że za rok będę tu czy tam. Mam marzenia i cele, ale nie stąpam twardo po naszym ziemskim padole.

No i obiecuję sobie, że przy każdym nowym wyzwaniu nie będę się śpieszyć. Bo jak mi się zawsze na początku wydaje, robię wszystko dla siebie i nie porównuję się do nikogo.

HOLD YOUR HORSES

Zaczynam działać, pomalutku i pełna nadziei, że tym razem bez stresu, w swoim tempie i na moich warunkach. Ale tak to jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nagle, przyjemność, albo niepozorne zadanie, przeradza się w wyzwanie. Rozglądam się wokół, patrzę na innych i WOW!!!

Dlaczego ja nie mam TAKICH wyników? Dlaczego to idzie mi tak wolno i opornie? Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie, przyśpieszyć. Cel nagle zmienia rozmiar z przytulnej drewnianej chatki na kurzej łapce na murowaną willę, a potem wieżowiec.

I tutaj właśnie wkracza mój prywatny SMART. POWSTRZYMAJ SWOJE KONIE KOBIETO!

W GORĄCEJ WODZIE KĄPANA 

Ano tak. Mama miała rację, że jestem w gorącej wodzie kąpana. Chciałabym „od razu” pławić się w przyjemności posiadania czegoś lub spoglądania na osiągnięty cel.

Czy lubicie buty? Ja bardzo. I w życiu mam jak z butami. W styczniu myślę sobie, że w tym roku cierpliwie poczekam na nową kolekcję i rozsądnie wybiorę to i owo, spośród wielu par. Pomierzę, podelektuję się zakupami. A potem nadchodzi końcówka lutego, a ja JUŻ potrzebuję baleriny bo zaraz z pewnością zrobi się wiosna, więc kiedy je kupię? Oczywiście pojadę po nie DZISIAJ.

Reguła obuwnicza lubi przekładać się na inne dziedziny mojego życia.

SMART

Tutaj dochodzę właśnie do sławnego modelu SMART, bo choć jedna więcej para butów, kupiona w pośpiechu, bardzo życia nie zmieni, to poważniejsze sprawy mogą mnie doprowadzić do zadyszki życiowej, nadciśnienia lub depresyjnego nastroju.  A oto i SMART z mojej perspektywy, babki, która chce go wykorzystać „domowo” i nieprofesjonalnie 🙂

Mówi się, że cel ma być:

  • S  specyficzny/skonkretyzowany
  • M mierzalny
  • A ambitny/akceptowalny
  • R realny
  • T terminowy, czyli określony w czasie

Kiedy nagle czuję, że zaczynam zbyt mocno przyśpieszać, a nie jest to zdrowe przyśpieszenie, że oddalam się od tego co zamierzałam na początku i robię to wbrew sobie, bo kierują mną niskie, albo cudze pobudki, sięgam po SMART. Przecież wybrałam COŚ, wiedziałam JAKIE TO MA BYĆ, podobało mi się i BYŁO WAŻNE, wiedziałam DOKĄD CHCĘ DOJŚĆ i ŻE DAJĘ SOBIE NA TO CZAS. Więc PO CO DO CHOLERY zaczynam galopować do przodu jak zdziczały koń?

Ten wpis chodził mi po głowie od miesiąca, bo nagle wpadłam w pułapkę poganiania siebie samej. A tydzień temu trafiłam do Artura, na jego blog w rytmie slow i poczułam tęsknotę. Za zwolnieniem tempa, za powrotem do tego, żeby być zorganizowanym Strzelcem, który jednak nie musi budować wieżowców w swoim życiu, a może pozostać przy swojej wymarzonej chatce.

Niedawno „smartnie” podeszłam do pewnego życiowego projektu. Sprawdziłam mój cel, moje intencje i marzenia. Nic się nie zmieniło, ani cel, ani jego istota, ani to jak wpływa na moje życie, ani czas jaki sobie daję. Więc po co się śpieszyłam? Granicę można przesuwać coraz dalej… Ale CZY TO DLA MNIE?

Barbara Lew

 

 

 

Jeśli zainteresowało Cię coś w tym wpisie, zgadzasz się, lub myślisz inaczej podziel się tym ze mną, proszę 🙂 bloger też człowiek i lubi pogadać 🙂 Jeżeli uważasz, że ten wpis jest przydatny, pchnij go dalej, będzie mi miło! 🙂

Share this Post

  • Spotkałam się ze SMARTem w pracy, ale masz rację – można to spokojnie i z powodzeniem przenieść na domowe grunty. To bardzo przydatny model, bo kiedy tak się bliżej przyjrzeć naszym celom, okazuje się, że nie zawsze dają się one ująć w jakieś sensowne ramy. Ja mam problemy z realnością – wymyślam nie wiadomo co i się dziwię, że nie da rady 😀

    Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję Ci za ten komentarz 🙂 troszke wracam do tych biznesowch terminów, bo przeciez one daja się tak łatwo przenieść na normalne codzienne życie. Przecież nie wzięły się znikąd. Zostały wytworzone w logiczny sposób. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Bardzo osobisty wpis, myślę. Jednocześnie bardzo trafny, czasem potrafimy dać się zagonić różnymi pobudkami zapominając o drodze, którą trzeba przebyć. Trzeba iść za własnym głosem i w zgodzie ze sobą. 🙂

    • Kasiu masz rację, pisałam go w takim osobistym momencie, kiedy zastanawiałam się co dalej. Blog Artura, o którym wspominam jakoś mnie tak „naprostował” Pozdrawiam. Basia.

  • SMART to bardzo mądre i przydatne podejście do stawiania sobie celów. A z butami mam tak samo – najpierw planuję kiedy kupię, aż nadchodzi taki moment, kiedy mówię muszę mieć je teraz, zaraz. I w tym jednym przypadku u mnie SMART nie działa 🙂

    • Witaj Magda 🙂 u mnie ten smart jest raczej dla powstrzymywania się przed tym, żeby moje cele się nie rozrastały zbyt mocno Pozdrawiam 🙂

  • Świetny tekst. Czytając go, czułam się tak jakby był o mnie. Ja zawsze gdzieś pędzę. Przyznam szczerze, że decydując się zostać z dzieckiem w domu, myślałam, że zwolnię, że wprowadzę trochę spokoju do swojego wnętrza. Niestety, nie udało się. Nadal gonię, bo trzeba poświęcić czas dziecku, zająć się domem, zadbać o siebie, rodzinę, przyjaciół, realizować swoje pasje, być na bieżąco w literaturze, kinie. Ciągle coś. A to czego mi brak, to umiejętności, żeby usiąść i po prostu nic nie robić. A wydawałoby się to takie proste…

    • Asiu, jak mamy taki charakterek to pędzimy i już 🙂 trudno jest nagle właśnie założyć sobie te cugle i w nich zostać 🙂 lubimy tempo i już. Choćby nasze blogi świadczą o tym, że lubimy, żeby coś się działo. Czasem myślę, że z „nicnierobieniem” jest jak z motywacją. Trzeba się go nauczyć. POZDRAWIAM!!!

  • J też się ostatnio zagoniłam 🙂 Do tego stopnia, że w „nicnierobieniu” czuję się dziwnie 😉 Ale z chaosu wyłania się systematyczność i sytuacja się uspokaja. SMART-nych celów się boję 😉 Ale oczywiście zachęcam do praktykowania 🙂

    • Wiesz co Aniu? Ja właśnie też tak czułam. Jak siadałam robiąc „nic”, to zaraz wydawało mi się to niewłaściwe. I tekst właściwie nie jest o „smartnych” celach, lecz raczej o tym, żeby „smartnie” zweryfikować swoje zagonienie. Pozdrawiam!

  • Masz zdecydowaną rację! Czasem ten pęd do przodu totalnie nie ma sensu. Można przez przypadek dotrzeć nie tam gdzie chcemy.
    Też stosuję metodę SMART przy ustalaniu celów, choć osobistych dopiero niedawno. Ale jej włączenie naprawdę przyśpieszyło pewne sprawy i pozwala mi się skupiać na tym, co jest naprawdę ważne, by popchnąć je do przodu. Właśnie to „T” zdziałało u mnie cuda 🙂

    • Cześć Żaneta, dziękuję Ci za komentarz. dobrze to podsumowałaś. Przyśpieszanie, ale nie pęd, prawda? To dwie różne sprawy. SMART w „domowej” formie bardzo się przydaje. U mnie niekoniecznie do zdobywania czegoś, ale dla osiagania równowagi. Pozdrawiam Cię 🙂

  • SMART SMART SMART Napisze sobie na lodówce i na lustrze w Łazience 🙂 pora na zmiany 🙂

    • Dominika, powodzenia w „smartnych” zmianach 🙂

  • Ja właśnie tak mam. Pojawia się cel, serce zaczyna bić jak oszalałe, a ja gonię ku niemu jak naćpana. Gubiąc po drodze sens całej podróży ku niemu. Ale cóż, pocieszam się, że uświadomienie sobie tego procesu to pierwszy krok ku zmianom 😉

    • Magda, z Twojego bloga myślałam, że jesteś chodzącą równowagą 🙂 jak dobrze widzieć, że wiele babek tak się czuje, a nie tylko ja sama jedna narwana wariatka 🙂 buziaki!

  • Ja cały życie powtarzam sobie , że powoli nic na siłę, ważne żeby miało się satysfakcję z tego co się robi i robić to dobrze a efekty się pojawią. A tymczasem he życie mija a ja jakoś ciągle w tym samym miejscu..:) Nie mówię ,że jest mi źle.. ale nie wiem czy moje założenia jednak nie były błędne..
    Miałam taką koleżankę na studiach , która zawsze chciała złotych gór , teraz, zaraz , natychmiast. Pamiętam jak siedziała na kanapie w moim studenckim pokoiku i mówiła : „Ach żeby tak w totka wygrać.” Patrzyłam na nią z politowaniem ( i wielką sympatią, bo to była fajna, ciekawa i bardzo inteligentna osoba ;)). I wygrała w tego totka! ( Oczywiście nie dosłownie) . I to nie raz i nie dwa! ( Z tego co wiem to i straciła też ;)) . I wcale nie mówię tu o pieniądzach 🙂
    I znów : ” jak żyć? Nie wiem.

    • Wow 🙂 jak dobrze, że udało Ci się puścić ten komentarz!Wiesz, ja też mam ten dylemat często. Jak żyć…wolniej, czy szybciej? Tak, czy inaczej? Ten wpis powstał w chwili, kiedy byłam już zmęczona takim pędem w przód. Dopadło mnie zmęczenie i uczucie, że im mocniej się staram i wczuwam w dopięcie mojego celu na ostatni guziczek, tym gorzej mi to idzie 🙂 wrzuciłam na luz i chyba mi z tym lepiej. Pozdrawiam Cie bardzo ciepło 🙂

  • Na początku zawsze wkładam w coś całe serce, po tygodniu nie mam już siły. Czas na zmianę …:)

    • Gośka, może to jest to o czym mówiłam we wpisie „Chcę być jak Shia….”. Zbyt wiele na jeden raz?

  • Ja również jestem z tych w gorącej wodzie kąpanych. Jak się zabieram za coś, to chcę widzieć efekty natychmiast i już – ale to najprostsza droga do tego, by się bardzo szybko wypalić i dać się zjeść frustracji. Myślę, że chyba najwazniejsze jest to, by być po prostu konsekwentnym w działaniu. Bieg na oślep do niczego dobrego nie prowadzi.

    • Witaj Moniko 🙂 świetnie to podsumowałaś- bieg na oślep. W pewnej chwili właśnie to się z nami dzieje w chwili, gdy tracimy kontrolę. I tak jak mówisz, pozostaje frustracja i wypalenie. Konsekwencja we właściwym tempie, naszym tempie, to rozwiązanie. Dziękuję Ci za ten komentarz.

  • Bo w dzisiejszym świecie tak łatwo zapomnieć o tym, co naprawdę jest ważne.
    Świat pędzi do przodu, a my razem z nim. Aż chce się z Anią Jopek zaśpiewać: niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam.
    Ale to też kwestia dojrzałości, jak szybko się zauważy, że już pora zwolnić, i że to, za czym się pędzi, tak naprawdę jest w nas.

    • Agusiu, chyba dojrzałość pomaga, ale ja zauważyłam, że moja niecierpliwość powraca od czasu do czasu. Tak właśnie, obiecuję sobie spowolnienie, a potem nagle dostaję rozpęd i nie kontroluję tego. To chyba ten wyścig. Postanowiłam, że wprowadzę „slow” do choćby części mojego życia. Chciałabym…

  • MKa

    „Wypadek Oli odebrał mojemu światu mnóstwo głupoty. Gdzieś przeczytałam ostatnio: „Cellulit – problem XXI wieku”… Z mojej skóry stan Oli starł cały ten lepki świat nieistotności. Przyniósł dystans wobec tego, co nieważne, co nie ma znaczenia. Dał mi też świadomość, której się w sobie nie spodziewałam – otworzył na doświadczenie świata na takim poziomie, jaki wcześniej nie był mi dostępny. I to nie tylko w kontakcie z nią, ale w kontakcie z ludźmi, z przyrodą nawet: głębsze, pełniejsze. ” To fragment wywiadu z Ewą Błaszczyk. O swoich przeżyciach opowiedziała w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”. Pozwoliłam sobie na użycie słów aktorki i myślę, że będzie to, w tym wypadku, wystarczające.

    • Madziu, to bardzo piękny i przejrzysty komentarz. Wybacz mi, że nie dodam już nic, ale po takim komentarzu można tylko westchnąć i dalej żyć w możliwie mądry sposób. <3

  • Anna Maria

    Basiu, chętnie bym w tej Babowni usiadła, wypiła wspaniałą kawę i wdała się z Tobą w rozmowę Sensowną, Miłą, Autentyczną, Radosną, Tajemniczą …. :-).

    • Babownia.pl

      Aniu, może jak będę kiedyś w Wawie uda się nam spotkać, albo może jak zrobisz dwupunkt, będę akurat mogła przyjechać 🙂 liczę na to 🙂

    • Anna Maria

      Pewnie ! Wszechświat jest pełen możliwości ! 🙂

  • Fantastyczny wpis 🙂 Jakby czytał o sobie! Bardzo Ci dziękuję, że mnie do siebie zaprosiłaś. Podpisuję się pod wszystkim co napisałaś. Sam wiele razy traciłem radość i sens tego co robię przez ambicje i brak kontaktu z rzeczywistością. Nie umiałem po prostu cieszyć się. Teraz gdy uczę się akceptować swoje własne ograniczenia, poznawać własne możliwości zaczynam dopiero dostrzegać granice. Widzieć, że ich brak mnie zniewalał. Zniewalała mnie choroba, która objawiała się pragnieniem bycia najlepszym, albo w ogóle. kreowania nieskończoności, w której ja sam widziałem tylko te dwa rozwiązania. Brak granic lub ich przesuwanie to strzał w kolano swojemu dobremu samopoczuciu. Mówi się , że szczęście jest tu i teraz, że jestem jedyna osobą, która je niszczy. Teraz wiem, że to prawda. 🙂 Dziękuję serdecznie za tę chwilę zadumy i pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Cześć Artur 🙂 dziękuję Ci, że wpadłeś do mnie 🙂 tak jak napisałam, od jakiegoś czasu nosiłam w sobie myśl o tym żeby zwolnić. Ale wciąż brakowało mi odwagi. Dzień kiedy zaglądnęłam do Ciebie i słowa „powoli” to był taki błysk w mojej głowie. Pomyślałam, że chyba pora na to żeby przyznać się głośno do tego, że potrzebuję choć troche trybu „slow”. Byłeś moja inspiracją do tego wpisu i dlatego zaprosiłam Cie do siebie. Cieszę się, że przyjąłeś moje zaproszenie 🙂 Pozdrawiam Cię cieplutko!!!

  • Dwie Baby jedna myśl

    Nie muszę budować wieżowców ! Z tą myślą idę spać 🙂 Dobrej nocy Basiu

    • A do mnie synek wpadł i miły wieczór sie zrobił 🙂 Dobrej nocy 🙂

  • Zupełnie nie pomyślałam, żeby SMART zastosować prywatnie…. a niby czemu nie? Nadaje się idealnie.
    Planowanie w życiu prywatnym mi jakoś nie wychodzi. Przemyślę i może coś mądrego z tego wyjdzie.
    Po raz kolejny dałaś mi do myślenia.
    pozdrawiam, również pani Strzelec 🙂

    • Witaj Ula 🙂 widzisz? Czyli między Strzelcami jest chemia 🙂 rozumiemy się fajnie! Mój prywatny smart, bardziej dla przystopowania siebie samej pojawia się w moim życiu niż do planowania. Buziaki!!!

  • Aga

    Świetny tekst Basia! Nic na siłę. Wszystko przychodzi w odpowiednim czasie…teraz sobie trochę muszę pomyśleć;-)
    Ściskam, cmok.

    • Dziękuję Aga 🙂 jakiś taki trend mi się włączył ostatnio. Może to przesilenie wiosenne? Cmok!