PLUSY NEGATYWNEJ MOTYWACJI

In Życie Po Babsku by Basia15 Comments

Coś mi się w głowie poprzestawiało niedawno. To chyba zasługa mojego szefa, ponieważ rok temu pokazał mi jedyny właściwy kierunek poprzez motywację negatywną i jest to rzecz, za którą obecnie jestem mu bardzo wdzięczna. Dobiegając lat, kiedy kobieta powinna wreszcie odpocząć, w końcu dotarło do mnie, że nie muszę się spinać i stawać na głowie, żeby jutro być „lepsiejszą”, niż jestem dzisiaj.

NEGATYWNA MOTYWACJA #1

Bo ja, naiwna, myślałam kiedyś, że można zbawić świat. Albo, że jak się bardzo starasz, to cię wszyscy docenią. I jeszcze, że im więcej dajesz, tym więcej do ciebie wróci. A tutaj nagle SUPRAJS. Nie ma tak prosto, bo życie to nie matematyka. Czasem jest tak, że jak dałeś to nie masz i tyle. A skoro nie jest prosto, to najlepiej sobie uprościć wszystko myślą przewodnią o sobie i swoim dobrobycie. Tak tak. Choć czasem potraktujmy siebie egoistycznie, a będzie nam dane 🙂 Więc jeśli świadomie chcesz dać, to daj, ale nie oczekuj ochów i achów. Nie licz na pamięć, a słowo wdzięczność wyrzuć ze słownika. Bo ZAWSZE GDY DAJESZ ROBISZ TO DLA SIEBIE.

NEGATYWNA MOTYWACJA #2

Wszystkie stare i mądre księgi są pełne historii o tych dobrych i  tych złych, a chwila, gdy „zły” znika jest zakończeniem wielu z nich. Nie musi się nic więcej dziać. Wystarczy ulga, że pozbyliśmy się przysłowiowego „wrzodu na tyłku”.

Kiedyś pewna pani uczyła mnie o tym jak uczyć. Zrobiła to idealnie. Pokazała mi całą sobą czego nie chcę dla moich uczniów. Gdy skończyła się moja historia z nią w tle, odetchnęłam z ulgą. Mój wrzód odpadł i zaczęła się dobra normalność. Oprócz tego, zostały ze mną pozytywne plony negatywnej postawy mojej nauczycielki. Odrzuciłam wszystko, czym była i zaczęłam wybierać z pozytywnej i bogatej normalności.

DROGA NA WIELKĄ RAWKĘ

Tak sobie myślę, że z wiekiem szczęście staje się łatwiejsze. Jest normalność i proste dobro. Kolory mają więcej odcieni. Małe dźwięki nie umykają, choć słuch już nie ten co kiedyś. I jakby więcej życzliwych ludzi wokół nas. Może to dlatego, że wewnętrzna wrażliwość dostała już tyle bodźców i nauczyła się je rozumieć? To coś co niektórzy ludzie nazywają doświadczeniem życiowym, a szczęściarze potrafią przekuć w to większe coś, kiedyś nazywane MĄDROŚCIĄ.

Wszystko rozbija się o to co zrobię z każdym kawałkiem doświadczenia. Bo życie obdarza nas najpierw prężną młodością, która myśli, że wszystko już wie, a potem daje nam błogosławieństwo mądrej dojrzałości, która rozumie, że jeszcze nie wie wszystkiego, bo to jest na końcu naszej drogi.

Kiedyś, gdy szłam na Wielką Rawkę, wybrałam tempo ekspresowe i zapomniałam w tym pędzie o własnych ograniczeniach. Jak uparty koń brnęłam  pod górę, patrząc tylko pod nogi i licząc oddechy. To co wokół przestało się liczyć.  Aż dopadła mnie zadyszka.  Blisko szczytu przysiadłam w buczynowym lasku, żeby uspokoić moją astmę powysiłkową. I dopiero wtedy, świszcząc i gwiżdżąc z moich oskrzeli, rozejrzałam się wokół i zobaczyłam piękno buczyny, traw, owadów uganiających się w listowiu. I jeszcze ten błękit nade mną.

Takie jest życie. Dokładnie takie jak moja droga na Wielką Rawkę. Z błogosławieństwem zadyszki życiowej, spraw nieznośnych tu i teraz, ale potrzebnych naszej mądrości jutro. Czasem z przykrymi ludźmi, którzy jednak pomagają nam wybrać właściwy kierunek na rozdrożu.

Ściskam Was

z mnóstwem wyzwań

we własnym tempie ♥♥♥

Barbara Lew

Share this Post

  • Trzeci Talerz

    I jak tak mam z osiąganiem celu. Zapominam o czerpaniu z tego, co po drodze. Najgorsze, że czasem nie mogę się doczekać aż dziecko dorośnie, a przecież tyle cudowności po drodze mnie czeka, których za żadne skarby nie chcę się pozbawić. Tylko jak sprawić, żeby życie zwolniło? Myślałam, że będzie zwalniało z każym rokiem dorosłości, a ono pędzi na oślep i tylko po liczbie warstw odzieży rozpoznaję, że znów zmieniło się lato na jesień, a za chwilę jesień na zimę…. Ściskam Cie mocno i życzę, żeby mimo wszystko więcej było wokół Ciebie ludzi motywujących pozytywnie. Bo wierzę, że to co dajemy, wraca. Prędzej, czy później. Bez tej wiary, podobnie jak bez wiary w Boga, wiele spraw, bólu i poświęcenia nie miałoby sensu 🙂

  • Ja tam ciągle próbuję być lepsiejszą niż byłam wczoraj, ale od pewnego czasu tylko dla własnej satysfakcji i przyjemności. Przestało mi zależeć na zadowoleniu wszystkich i wszędzie. W moim przypadku duże znaczenie miała emigracja, która pozwoliła mi się odciąć całkowicie od toksycznych ludzi z mojego dawnego otoczenia, spojrzeć na to wszystko z daleka i zrozumieć swoje uzależnienie od opinii i oczekiwań innych. Tutaj co prawda też jestem zależna od wielu ludzi (jako istota społeczna człowiek nigdy nie jest wszak tak na prawdę wolny i niezależny), ale czuję się o wiele bardziej panią swojego życia. Odcinam się też ostatnio, na ile się tylko da, od problemów innych ludzi, bo swoich mam aż nadto i jakoś nikt tam specjalnie się nad nami nie rozczula. To w imię czego ja mam się kłopotac o innych? Każdy ma swój łeb do myślenia, nogi do chodzenia, ręce do roboty i dupsko do bicia – niech korzysta z tych darów natury, jako i ja to czynię – proste. Podobnie jak Ty, ja też na własnej skórze się przekonałam co jest nie fajnie robić drugiemu człowiekowi i jak on się z tym czuje. Zapamiętałam przy tym doskonale, jaką drogą mam nie iść i jakiej nie wskazywać swoim dzieciom. Tylko odnośnie tego spojrzenia na świat to ja miałam troche inaczej, bo ja zawsze byłam taka trochę na bakier i nie pasująca do świata, czyli zamiast gnać na przepadłe za innymi, ja się wlokłam powoli przystając przy każdej mróweczce, każdym kamyczku, patrząc godzinami na księżyc i gwiazdy, obserwując ludzi i siebie samą. Ta część mnie pozostała niezmienna od 40 lat. Przez jakiś czas tylko próbowałam ją zabić albo przynajmniej uśpić próbując stać się kimś, kim nie jestem – próbując być taka jak inni, „normalna”. Jakiś czas temu zrozumiałam, że jednak bycie normalną inaczej to wcale nie taka zła rzecz. Dziś patrzę na moje „normalne inaczej” córki i doradzam im, by nie zabijały swojego ja, by zostały sobą mimo wszystko…. choć czasem mam spore wątpliwości czy to aby mądra rada jest w naszym przypadku, bo coraz trudniej mi walczyć z systemem i szablonami.

  • Takie przykre sytuacje i ludzie często nas motywują i mobilzują 🙂

  • Prawda, że niekiedy dopiero zadyszka lub choroba sprawiają, że zwalniamy i uważnie rozglądamy się wokół. I wtedy dopiero dostrzegamy piękno świata. Albo nie dostrzegamy, tylko skupiamy się na objawach zadyszki…
    I nie każdy też potrafi wyciągać pozytywne wnioski z niezbyt pozytywnych wydarzeń, czy zachowań innych ludzi. Dobrze, że potrafisz się zatrzymać i docenić wszystko 🙂

    • Ciężkie to lekcje Dawid, ale zostają z nami na bardzo długo. Czasem na całe życie. Mówi się, że łatwiej zapamiętujemy negatywne doświadczenia i krzywdy wyrządzone nam przez ludzi, niż dobro. Tutaj działa chyba ta sama reguła. Doświadczenie zbudowane na negatywnych bodźcach może być przekute w bardzo pozytywne wibracje 🙂 pozdrawiam cieplutko!

  • Jak ostatni raz po górach chodziłam, dostałam dziwnej zadyszki, jakoś ciężko mi się chodziło. I się potem okazało, ze w ciąży byłam i się moje piękne i uważne życie pełne pięknych momentów skończyło… A teraz, żeby piękno chwili, promień słońca złapać i śpiew ptaków docenić muszę wstać specjalnie o 6 rano zanim rodzina oczy otworzy i iść biegać….

    • Taka niespodzianka powiadasz? Ja też kiedyś tak sobie uważność tak przerwałam na jakiś czas. A potem dostałam nową, choć inną, w darze. Dzieci na szczęście wyrastają z tego „smarkatego” wieku, który nie każda mama lubi. Ja mawiam, że im większe, tym fajniejsze 🙂

      • Magdalena Kamieniecka

        Ja też się pod tym podpisuję <3

  • Magdalena Kamieniecka

    To jest też o mnie; z wiekiem nabyłam umiejętność czerpania przyjemności z najdrobniejszych spraw, które kiedyś przechodziły mi koło nosa i niestety powtórki nie będzie. Było: szybko i szybciej, a przecież najprzyjemniej pod słońcem jest iść i uważnie patrzeć na to, co dzieje się wokół. Zatrzymujmy się też, wtedy widzimy najwięcej. I jeszcze jedno – szkoda, że dopiero teraz o tym wszystkim wiem, szkoda… ale wiem i to napawa optymizmem. I przy tym zakończeniu zostańmy, bogatsze o życiowe (nie tylko pozytywne) doświadczenia 🙂 Trzymaj się Basiu!

    • Myślę Madziu, że po to zwalniamy fizycznie z wiekiem, żeby i nasza głowa trochę rozglądnęła się wokół. Dobrze, że uczymy się czerpać z dobrego, ale i tego niezbyt dobrego. Że umiemy znaleźć te „bright sides” . Wczoraj był ciężki dzień, bo mąż miał duży wypadek. Ale przecież wszystko skończyło się na draśnięciach i siniakach. Jest dobrze! Ściskam Cię <3

      • Magdalena Kamieniecka

        Niech będzie jeszcze lepiej! 🙂

  • Anna Fularz

    Tyle nas dzieli.. mam na myśli głównie wiek..a wiek to w sumie tylko liczba.. Bo czuję, jakbym czytała o sobie.. Ale, ja nadal jestem na etapie, że mogę i muszę uszczęśliwić cały świat, bo inaczej ja nie będę szczęśliwa.. Ciężko jest lekko żyć i niestety to prawda. Moc pozdrowień i uścisków <3

    • Aniu ja też uwielbiam uszczęśliwiać, lecz dopada mnie też czasem syndrom wypalenia. Wiek robi swoje. I zauważyłam, że zdrowy egoizm jest wtedy najlepszym lekiem 🙂 ciut ciut dopieszczenia siebie nam sie należy. I muszę to powiedzieć. Pięknie wyglądasz! 🙂 czy to witamina M? 🙂 Ściskam bardzo mocno!

      • Anna Fularz

        Jej, dziękuję.. To bardzo miłe.. A ona? Przyszła niespodziewanie.. Jak to mówią – w najmniej nieoczekiwanym momencie.. Ale jest i mam nadzieję, że będę długo tą witaminę zażywać.. Mnóstwo całusów 🙂 !!

        • Ona jest zawsze wielką „niespodziewajką” 🙂 i dobrze robi na wiele części ciała i nasza szarą materię 😀 Aniu, oby ta witamina na zawsze, jesli smakowita 😀 Cium!