PLUSY NEGATYWNEJ MOTYWACJI

In Życie Po Babsku by Basia18 Comments

Coś mi się w głowie poprzestawiało niedawno. To chyba zasługa mojego szefa, ponieważ rok temu pokazał mi jedyny właściwy kierunek poprzez motywację negatywną i jest to rzecz, za którą obecnie jestem mu bardzo wdzięczna. Dobiegając lat, kiedy kobieta powinna wreszcie odpocząć, w końcu dotarło do mnie, że nie muszę się spinać i stawać na głowie, żeby jutro być „lepsiejszą”, niż jestem dzisiaj.

NEGATYWNA MOTYWACJA #1

Bo ja, naiwna, myślałam kiedyś, że można zbawić świat. Albo, że jak się bardzo starasz, to cię wszyscy docenią. I jeszcze, że im więcej dajesz, tym więcej do ciebie wróci. A tutaj nagle SUPRAJS. Nie ma tak prosto, bo życie to nie matematyka. Czasem jest tak, że jak dałeś to nie masz i tyle. A skoro nie jest prosto, to najlepiej sobie uprościć wszystko myślą przewodnią o sobie i swoim dobrobycie. Tak tak. Choć czasem potraktujmy siebie egoistycznie, a będzie nam dane 🙂 Więc jeśli świadomie chcesz dać, to daj, ale nie oczekuj ochów i achów. Nie licz na pamięć, a słowo wdzięczność wyrzuć ze słownika. Bo ZAWSZE GDY DAJESZ ROBISZ TO DLA SIEBIE.

NEGATYWNA MOTYWACJA #2

Wszystkie stare i mądre księgi są pełne historii o tych dobrych i  tych złych, a chwila, gdy „zły” znika jest zakończeniem wielu z nich. Nie musi się nic więcej dziać. Wystarczy ulga, że pozbyliśmy się przysłowiowego „wrzodu na tyłku”.

Kiedyś pewna pani uczyła mnie o tym jak uczyć. Zrobiła to idealnie. Pokazała mi całą sobą czego nie chcę dla moich uczniów. Gdy skończyła się moja historia z nią w tle, odetchnęłam z ulgą. Mój wrzód odpadł i zaczęła się dobra normalność. Oprócz tego, zostały ze mną pozytywne plony negatywnej postawy mojej nauczycielki. Odrzuciłam wszystko, czym była i zaczęłam wybierać z pozytywnej i bogatej normalności.

DROGA NA WIELKĄ RAWKĘ

Tak sobie myślę, że z wiekiem szczęście staje się łatwiejsze. Jest normalność i proste dobro. Kolory mają więcej odcieni. Małe dźwięki nie umykają, choć słuch już nie ten co kiedyś. I jakby więcej życzliwych ludzi wokół nas. Może to dlatego, że wewnętrzna wrażliwość dostała już tyle bodźców i nauczyła się je rozumieć? To coś co niektórzy ludzie nazywają doświadczeniem życiowym, a szczęściarze potrafią przekuć w to większe coś, kiedyś nazywane MĄDROŚCIĄ.

Wszystko rozbija się o to co zrobię z każdym kawałkiem doświadczenia. Bo życie obdarza nas najpierw prężną młodością, która myśli, że wszystko już wie, a potem daje nam błogosławieństwo mądrej dojrzałości, która rozumie, że jeszcze nie wie wszystkiego, bo to jest na końcu naszej drogi.

Kiedyś, gdy szłam na Wielką Rawkę, wybrałam tempo ekspresowe i zapomniałam w tym pędzie o własnych ograniczeniach. Jak uparty koń brnęłam  pod górę, patrząc tylko pod nogi i licząc oddechy. To co wokół przestało się liczyć.  Aż dopadła mnie zadyszka.  Blisko szczytu przysiadłam w buczynowym lasku, żeby uspokoić moją astmę powysiłkową. I dopiero wtedy, świszcząc i gwiżdżąc z moich oskrzeli, rozejrzałam się wokół i zobaczyłam piękno buczyny, traw, owadów uganiających się w listowiu. I jeszcze ten błękit nade mną.

Takie jest życie. Dokładnie takie jak moja droga na Wielką Rawkę. Z błogosławieństwem zadyszki życiowej, spraw nieznośnych tu i teraz, ale potrzebnych naszej mądrości jutro. Czasem z przykrymi ludźmi, którzy jednak pomagają nam wybrać właściwy kierunek na rozdrożu.

Ściskam Was

z mnóstwem wyzwań

we własnym tempie ♥♥♥

Barbara Lew

Share this Post

  • Trzeci Talerz

    I jak tak mam z osiąganiem celu. Zapominam o czerpaniu z tego, co po drodze. Najgorsze, że czasem nie mogę się doczekać aż dziecko dorośnie, a przecież tyle cudowności po drodze mnie czeka, których za żadne skarby nie chcę się pozbawić. Tylko jak sprawić, żeby życie zwolniło? Myślałam, że będzie zwalniało z każym rokiem dorosłości, a ono pędzi na oślep i tylko po liczbie warstw odzieży rozpoznaję, że znów zmieniło się lato na jesień, a za chwilę jesień na zimę…. Ściskam Cie mocno i życzę, żeby mimo wszystko więcej było wokół Ciebie ludzi motywujących pozytywnie. Bo wierzę, że to co dajemy, wraca. Prędzej, czy później. Bez tej wiary, podobnie jak bez wiary w Boga, wiele spraw, bólu i poświęcenia nie miałoby sensu 🙂

    • Ja też wierzę, że jednak wraca, tylko niekoniecznie wprost, czasem wybiera długą drogę do powrotu to wszystko na co czekamy. A co do wieku i gonitwy … to bardzo mnie deprymuje, że choć coraz mniej sobie nakładam na barki , to i tak nie mam coraz wiecej wolnego czasu. Czyżbym traciła wydolność? A to już krok do stwierdzenia, że sie starzeję 😀 😀 😀 Mocno ściskam z pieknego jesiennego Łańcuta 🙂

  • Ja tam ciągle próbuję być lepsiejszą niż byłam wczoraj, ale od pewnego czasu tylko dla własnej satysfakcji i przyjemności. Przestało mi zależeć na zadowoleniu wszystkich i wszędzie. W moim przypadku duże znaczenie miała emigracja, która pozwoliła mi się odciąć całkowicie od toksycznych ludzi z mojego dawnego otoczenia, spojrzeć na to wszystko z daleka i zrozumieć swoje uzależnienie od opinii i oczekiwań innych. Tutaj co prawda też jestem zależna od wielu ludzi (jako istota społeczna człowiek nigdy nie jest wszak tak na prawdę wolny i niezależny), ale czuję się o wiele bardziej panią swojego życia. Odcinam się też ostatnio, na ile się tylko da, od problemów innych ludzi, bo swoich mam aż nadto i jakoś nikt tam specjalnie się nad nami nie rozczula. To w imię czego ja mam się kłopotac o innych? Każdy ma swój łeb do myślenia, nogi do chodzenia, ręce do roboty i dupsko do bicia – niech korzysta z tych darów natury, jako i ja to czynię – proste. Podobnie jak Ty, ja też na własnej skórze się przekonałam co jest nie fajnie robić drugiemu człowiekowi i jak on się z tym czuje. Zapamiętałam przy tym doskonale, jaką drogą mam nie iść i jakiej nie wskazywać swoim dzieciom. Tylko odnośnie tego spojrzenia na świat to ja miałam troche inaczej, bo ja zawsze byłam taka trochę na bakier i nie pasująca do świata, czyli zamiast gnać na przepadłe za innymi, ja się wlokłam powoli przystając przy każdej mróweczce, każdym kamyczku, patrząc godzinami na księżyc i gwiazdy, obserwując ludzi i siebie samą. Ta część mnie pozostała niezmienna od 40 lat. Przez jakiś czas tylko próbowałam ją zabić albo przynajmniej uśpić próbując stać się kimś, kim nie jestem – próbując być taka jak inni, „normalna”. Jakiś czas temu zrozumiałam, że jednak bycie normalną inaczej to wcale nie taka zła rzecz. Dziś patrzę na moje „normalne inaczej” córki i doradzam im, by nie zabijały swojego ja, by zostały sobą mimo wszystko…. choć czasem mam spore wątpliwości czy to aby mądra rada jest w naszym przypadku, bo coraz trudniej mi walczyć z systemem i szablonami.

    • Magda, dziękuję Ci za Twoje mądre i wyczerpujace komentarze. Zawsze chwilkę się zbieram z odpowiedzią, bo daja mi do pomyślenia, a to potrzebuje czasu. Tutaj przystanęłam na zdaniu spojrzenia na świat i byciu na bakier. Ja też byłam zawsze na bakier do pewnego faktu w moim życiu, który mnie ustawił w tak zwanym „pionie”, czyli postępowaniu politycznie poprawnie. I taka zostałam przez wiele lat, bo wokół mnie głosy mówiły „no nareszcie sie zmieniłaś, znormalniałaś, jesteś TERAZ okej”. Tylko, … że to nie ja byłam wcześniej „nie okej”. Ja tylko nie spełniałam pewnych oczekiwań niektórych osób. Oczyska mi się otworzyły przy takim spotkaniu po latach z moimi przyjaciółkami. Spytały mnie co sie ze mną stało, bo kiedyś byłam szalona, radosna, potrafiłam góry przenosić, a teraz … zamkneli (? a może sama?) mnie w klatce. A potem jeszcze jedno pytanie od innej bliskiej osoby „może kiedyś zaczniesz sie śmiać jak dawniej?”. Droga do siebie samego nie jest prosta, gdy pokodowalismy sobie, że tacy „szaleni” jesteśmy źli. Ale jest lepiej. Nie muszę już nic. Teraz chcę, bo wiem, że coś jest tego warte. A tempo jest moje. Ściskam 🙂 <3

  • Takie przykre sytuacje i ludzie często nas motywują i mobilzują 🙂

    • Tak 🙂 to jest nasza wygrana z przykrych sytuacji 🙂

  • Prawda, że niekiedy dopiero zadyszka lub choroba sprawiają, że zwalniamy i uważnie rozglądamy się wokół. I wtedy dopiero dostrzegamy piękno świata. Albo nie dostrzegamy, tylko skupiamy się na objawach zadyszki…
    I nie każdy też potrafi wyciągać pozytywne wnioski z niezbyt pozytywnych wydarzeń, czy zachowań innych ludzi. Dobrze, że potrafisz się zatrzymać i docenić wszystko 🙂

    • Ciężkie to lekcje Dawid, ale zostają z nami na bardzo długo. Czasem na całe życie. Mówi się, że łatwiej zapamiętujemy negatywne doświadczenia i krzywdy wyrządzone nam przez ludzi, niż dobro. Tutaj działa chyba ta sama reguła. Doświadczenie zbudowane na negatywnych bodźcach może być przekute w bardzo pozytywne wibracje 🙂 pozdrawiam cieplutko!

  • Jak ostatni raz po górach chodziłam, dostałam dziwnej zadyszki, jakoś ciężko mi się chodziło. I się potem okazało, ze w ciąży byłam i się moje piękne i uważne życie pełne pięknych momentów skończyło… A teraz, żeby piękno chwili, promień słońca złapać i śpiew ptaków docenić muszę wstać specjalnie o 6 rano zanim rodzina oczy otworzy i iść biegać….

    • Taka niespodzianka powiadasz? Ja też kiedyś tak sobie uważność tak przerwałam na jakiś czas. A potem dostałam nową, choć inną, w darze. Dzieci na szczęście wyrastają z tego „smarkatego” wieku, który nie każda mama lubi. Ja mawiam, że im większe, tym fajniejsze 🙂

      • Magdalena Kamieniecka

        Ja też się pod tym podpisuję <3

  • Magdalena Kamieniecka

    To jest też o mnie; z wiekiem nabyłam umiejętność czerpania przyjemności z najdrobniejszych spraw, które kiedyś przechodziły mi koło nosa i niestety powtórki nie będzie. Było: szybko i szybciej, a przecież najprzyjemniej pod słońcem jest iść i uważnie patrzeć na to, co dzieje się wokół. Zatrzymujmy się też, wtedy widzimy najwięcej. I jeszcze jedno – szkoda, że dopiero teraz o tym wszystkim wiem, szkoda… ale wiem i to napawa optymizmem. I przy tym zakończeniu zostańmy, bogatsze o życiowe (nie tylko pozytywne) doświadczenia 🙂 Trzymaj się Basiu!

    • Myślę Madziu, że po to zwalniamy fizycznie z wiekiem, żeby i nasza głowa trochę rozglądnęła się wokół. Dobrze, że uczymy się czerpać z dobrego, ale i tego niezbyt dobrego. Że umiemy znaleźć te „bright sides” . Wczoraj był ciężki dzień, bo mąż miał duży wypadek. Ale przecież wszystko skończyło się na draśnięciach i siniakach. Jest dobrze! Ściskam Cię <3

      • Magdalena Kamieniecka

        Niech będzie jeszcze lepiej! 🙂

  • Anna Fularz

    Tyle nas dzieli.. mam na myśli głównie wiek..a wiek to w sumie tylko liczba.. Bo czuję, jakbym czytała o sobie.. Ale, ja nadal jestem na etapie, że mogę i muszę uszczęśliwić cały świat, bo inaczej ja nie będę szczęśliwa.. Ciężko jest lekko żyć i niestety to prawda. Moc pozdrowień i uścisków <3

    • Aniu ja też uwielbiam uszczęśliwiać, lecz dopada mnie też czasem syndrom wypalenia. Wiek robi swoje. I zauważyłam, że zdrowy egoizm jest wtedy najlepszym lekiem 🙂 ciut ciut dopieszczenia siebie nam sie należy. I muszę to powiedzieć. Pięknie wyglądasz! 🙂 czy to witamina M? 🙂 Ściskam bardzo mocno!

      • Anna Fularz

        Jej, dziękuję.. To bardzo miłe.. A ona? Przyszła niespodziewanie.. Jak to mówią – w najmniej nieoczekiwanym momencie.. Ale jest i mam nadzieję, że będę długo tą witaminę zażywać.. Mnóstwo całusów 🙂 !!

        • Ona jest zawsze wielką „niespodziewajką” 🙂 i dobrze robi na wiele części ciała i nasza szarą materię 😀 Aniu, oby ta witamina na zawsze, jesli smakowita 😀 Cium!