Słuchanie

O PYTANIACH I ODPOWIEDZIACH, czyli „NAPRAWDĘ TEGO NIE WIESZ?!”

In Babskie Rodzicielstwo, Życie Po Babsku by Basia40 Comments

Kiedy człowiek pyta nas o coś, swoim pytaniem okazuje nam szacunek, zaufanie  i wiarę w naszą wiedzę.  

Moja sytuacja życiowa zmusiła mnie ostatnio do skorzystania z usług adwokata. A miałam zostać prawnikiem! Teraz już wiem, że sprzeniewierzyłam się mojemu życiowemu powołaniu. Powinnam była zostać radcą. Jak ojciec. Mój tato był świetnym prawnikiem, mama całe życie związana z sądownictwem, kuratorka. A ja? Zostałam nauczycielką. Popełniłam błąd. Nie musiałabym teraz szukać rozwiązań u pani adwokat, kobiety, która pyta: „Rozumie pani? Czy pani to rozumie?”.

MOJA SZARA SUBSTANCJA

Jasne, że rozumiem. Kurczę, rozumiem, choć nie poruszam się w tym skomplikowanym gąszczu paragrafów tak szybko jak prawnik. Nie jestem aż takim „ułomem” jak na to wyglądam, ale sory, moja szara substancja wolniej procesuje te informacje niż mózg specjalisty. Jako dzieciak namiętnie czytałam prawne gazety ojca i coś tam pamiętam. Ale przyswajam wolniej. I po to pytam, żeby się dowiedzieć, bo inaczej nie byłoby tu mnie.

Taki to świat teraz mamy, że należy być świetnym. Trzeba myśleć szybko. Nie wypada pytać. Nie wolno nie wiedzieć. Powinno się umieć. Nawet jak przychodzisz do szkoły, to lepiej umieć to, czego masz się nauczyć. Nie byłeś na korkach? Zasuwaj natychmiast. Nie czytałeś tego? No jaaaak? Przecież wszyscy to czytali. Nie potrafisz obsługiwać tego urządzenia? Dziecko wie co z tym zrobić.

CZŁOWIEK CZŁOWIEKOWI…

Karcimy się nawzajem. Starsze pokolenia pastwi się nad tym młodszym. Bo młodzi ludzie czytają średnio mniej i mniej interesują się światem i historią. Średnio! Wolno im? Wolno. Tak wybierają i w takim świecie żyją. Tego będzie wymagać od nich przyszłość. Myślą szybciej. Myślą obrazami. Nawet kreskówki są szybsze, niż moje myśli.

Młodsze pokolenie odbija sobie na starszym. Starzy nie potrafią tylu użytecznych rzeczy. Z technologii korzystają w dziwny, trochę nienormalny sposób, po omacku. Albo korzystają w „skajpajowym” stylu. Może lepiej niech tego nie robią, powinni sobie czasem odpuścić. Bo są obciachowi, niepoważni, śmieszni, mogą sobie zaszkodzić. Ale co z tego? Wolno im? Wolno. Niech się bawią po swojemu, oswajają technologię.

NAPRAWDĘ NIE WIESZ?

Tak, ja muszę uderzyć się w piersi… Ja też mam tę przypadłość pod tytułem „nie wieeeesz?”, lecz staram się już nią nie zatruwać innych ludzi. Kiedy ktoś ciut młodszy mówi mi, że nie wie, jak zginął John Lennon nie wybałuszam już oczu ze zdziwienia, jak kiedyś, tylko myślę spokojnie. Okej, tego nie wie, ale wie jak zrobić wiele rzeczy w smartfonie, których ja zrobić nie potrafię. Więc szacun. Nie wie co to swastyka? W porządku. Nie musi. Za to wie, jak sobie radzić z Instagramem. Wytłumaczył mi wszystko cierpliwie i dokładnie 🙂

Sama sobie nie wierzę, że kiedyś moje 10-letnie dziecko spytało, kim byli Krzyżacy, a ja powiedziałam „nieeee wieeeesz???”. Co ze mnie za matka była!

SŁUCHAJ

Nie potrafimy dobrze słuchać i nie potrafimy dobrze odpowiadać. Mówię teraz trochę jak belfer, (którym zresztą przecież jestem) ale byle jakie słuchanie upośledza nas, jako rozmówców. Słuchamy, lecz nie słyszymy. Człowiek który pyta, mały czy starszy, potrzebuje czytelnej odpowiedzi, a później czasu na refleksję, przyswojenie tego co usłyszał, może kolejne pytania … Ona, czy on nie chce i nie potrzebuje, żebyśmy się popisywali swoją erudycją, wymądrzali, poganiali,  dziwili, czy prychali z pobłażaniem.

MOJE SUBIEKTYWNE SPOSOBY

Kiedy pada pytanie, wtedy człowiek po drugiej stronie okazuje nam szacunek. Ten człowiek obdarza nas zaufaniem. Skoro pyta, to wierzy, że jesteśmy partnerami w rozmowie, możemy mu pomóc, albo rozwiać jego wątpliwości.

Moja praca, jedna i druga, jest związana z pytaniami. Z zadawaniem dobrych pytań i odpowiadaniem na różne pytania. Mam kilka swoich subiektywnych zasad dotyczących słuchania, którymi staram się kierować w pracy i w życiu.

  • Daj drugiemu człowiekowi czas. Daj mu pomyśleć, daj mu to czego nie dała mi pani adwokat. Niech się zastanowi, czy Twoja odpowiedź mu wystarczy, może potrzebuje czegoś więcej? Jeśli tak, stwórz zachęcający klimat, żeby nie obawiał się pytać dalej.
  • Traktuj rozmówcę jak równego partnera. Nie jest ważne ile ma lat, jakie ma wykształcenie, jakie ma miejsce w świecie.  Pamiętaj, że jeśli pyta, to okazuje Ci szacunek. Daj mu to samo. Nigdy też nie wiesz, czy jego wiedza nie przewyższa Twojej. Może ma doświadczenie? Może to Ty możesz się czegoś od niego nauczyć… Jeśli jest dzieckiem, daj mu swoją cierpliwość i z powagą wysłuchaj jego nawet najbardziej „dziecinnych” pytań. Dla niego one są „dorosłe”.
  • Jeśli nie wiesz, powiedz „nie wiem”. Uwierzcie mi, że to nie zaszkodzi Waszej reputacji. Jestem nauczycielką i czasami pytania są zbyt „niszowe”, żebym mogła na nie odpowiedzieć. Wolę powiedzieć wprost, że nie wiem. Czy moi uczniowie przestali mnie za to szanować? Wierzę, że nie. A moje dziecko? Jeśli nie wiesz, zaproponuj, że razem znajdziecie rozwiązanie. Usiądźcie wspólnie przy słowniku, laptopie, czy książce. W takich chwilach uczymy się razem z rozmówcą i gwarantuję, że zapamiętacie pytanie i odpowiedź już na zawsze.
  • Dobra odpowiedź na pytanie, to dobre słuchanie. Cały czas słuchaj. Każdego pytania do końca. Nie myśl o odpowiedzi, póki nie wysłuchasz. Doprecyzuj, gdybyś nie była pewna, czy dobrze rozumiesz. Czasami pytanie ma drugie dno. Jeśli czujesz, że tak jest, a dobrze znasz rozmówcę, może warto zwolnić tempo? Może ona, lub on potrzebuje przestrzeni, żeby zadać kolejne, trudne pytanie?
  • Uczciwość wobec siebie i rozmówcy, czyli „tu i teraz”. U mnie „uczciwość wobec siebie i rozmówcy” bardzo się sprawdza. Szczególnie w  osobistych relacjach. Jeśli czujesz, że „tu i teraz” nie masz siły, energii, chęci o czymś rozmawiać, bo jesteś zwyczajnie, po ludzku zmęczona. Jesteś przybity jakąś bieżącą sytuacją. Być może się śpieszysz lub jesteś w stresie.  Powiedz wtedy uczciwie swojemu rozmówcy, że „tu i teraz” nie odpowiesz, ale zaproponuj najbliższy możliwy dla Ciebie czas na rozmowę. I najważniejsze, pamiętaj, że ktoś czeka, żebyś jednak  odpowiedział na ważne dla niego pytania. Wróć do nich najszybciej jak będziesz mógł.

Na początku tego wpisu „zamieszkało” sobie  zdjęcie ze sklepu z czekoladkami. Forrest Gump ujął bardzo dobrze relację pomiędzy życiem i czekoladkami,  „życie jest jak pudełko czekoladek (…)”. Kiedy stajemy przed półką pełną kolorowych pudełeczek i nie wiemy co wybrać, tylko sprzedawca może nam pomóc znaleźć właściwe czekoladki. Gdy ktoś zadaje nam pytanie, poczujmy się przez chwilę jak sprzedawca ze sklepu z czekoladkami. Znajdźmy to najlepsze pudełeczko z właściwymi odpowiedziami i podajmy je drugiemu człowiekowi ładnie opakowane. Tak, żeby mu smakowało 🙂

Barbara Lew

Jeśli zainteresowało Cię coś w tym wpisie, zgadzasz się, lub myślisz inaczej podziel się tym ze mną, proszę 🙂 bloger też człowiek i lubi pogadać 🙂 Jeżeli uważasz, że ten wpis jest przydatny, pchnij go dalej, będzie mi miło! 🙂

Share this Post

  • Pingback: Moje blogowanie – prostoofinansach()

  • Nigdy nie pomyślałam o tym, że gdy ktoś się mnie o coś pyta, to okazuje mi szacunek. To takie proste! Czy mam problem z „nie wieesz???”. Oczywiście! Może nie w pracy, bo tam raczej notorycznie oczekuje się ode mnie odpowiedzi na pytania, ale w domu tak. Tak miło jest poczuć się lepszym, bo ja coś wiem, a Ty nie. I tak łatwo jest o tym zapomnieć, gdy sytuacja się odwróci. Dzięki za ten wpis, postaram się byc bardziej uważna na moje „nie wieeeesz?!”

    A w pracy dużo wysiłku kosztowało mnie nauczenie się mówić „nie wiem”. To bardzo ważne, bo dzięki temu jestem uczciwa wobec moich klientów, a nie jestem przecież specjalistką w każdej dziedzinie. Zazwyczaj dodaję też, że mogę się dowiedzieć, bo wierzę, że takiej aktywności i chęci pomocy właśnie ktoś ode mnie oczekuje 🙂

    • Cześć Zuziu 🙂 oj ja ciągle jeszcze zapominam. Wcześniej miałam tak z dziećmi, a teraz zdarza mi się do męża tak powiedzieć. Wyobraź sobie jego reakcję! XD A z tym szacunkiem, kiedyś do tego doszłam, że przecież poważnych pytań nie kierujemy do kogoś komu nie ufamy, lub nie wierzymy w jego wiedzę, lub umiejetności. Zazwyczaj pytamy ludzi, których szanujemy za ich wiedzę i to, że potrafią się nią dzielić. Mój zawód jak i Twój Zuziu wymaga udzielania odpowiedzi na pytania. Ale właśnie to jest w nim piękne 🙂 Ściskam!!!

      • Mój mąż też czasami nie uchroni się przed tym tekstem…okrutne 😛
        Myślę sobie, że zadanie komuś pytania wymaga odwagi i myślę, że warto tą odwagę docenić, właśnie spokojną odpowiedzią. Tymczasem my to wykorzystujemy do takiego małego triumfu. Właśnie przez takie działanie znika w nas ta dziecięca ciekawość – zaczynamy bać się zadawać pytania! Oj muszę nad tym popracować, by jak najdłużej pielęgnować tą ciekawość świata w Małym Szpinakożercy 🙂

        • Zuziu pielęgnuj, tak żeby w dorosłym Szpinakożercy pozostało to dziecko 🙂 ja czasami bardzo mocno czuję, że moje wewnętrzne dziecko kiedyś miało zbyt mało przestrzeni, a może takiej zwykłej tolerancji dla błędów. bardzo mi wstyd zawsze, gdy zapomnę się i zrobię coś co połamie te dobre zasady. Ale staramy się, prawda? I tak trzymajmy 🙂

  • Moment w którym jestem naprawdę z siebie dumna, to ten kiedy moja córka mnie o coś pyta. Oprócz tego uświadomiłam sobie jaka to ważna rola, bo dla dzieci jesteśmy prawdziwymi wyroczniami. One mówią to co usłyszą w domu:)Mądrze słuchać to chyba nawet wazniejsze, bo pytanie może być głupie, ale odpowiedź juz nie…Bardzo madry tekdt, z reszta kolejny. Mądra Basiu, życzę Ci słonecznego i miłego dnia:)

    • Witaj Julia 🙂 pięknie to napisałaś. Ja wpajam swojemu dziecku moje wartości i bardzo mną wstrząsa, gdy ktoś stara się to zmieniać i wciska w moje dziecko wartości wręcz przeciwne. Na siłę, wykorzystując swój np. nauczycielski autorytet. Wtedy jestem gotowa skoczyć do gardła. Parę razy już niestety musiałam to zrobić. A po drugiej stronie były osoby takiego stanu, że ich zachowanie nie licowało z ich ubiorem i instytucją, którą reprezentowały. Julia, ja też Cie pozdrawiam z Łańcuta 🙂

  • Mnie gryzie czasem to niezrozumienie ze strony starszych ode mnie.. „Nie wiesz kim był X z 1925?”, „Nie znasz piosenki Opola 1965?” – „Wstyd!” 🙂 Ale staram się spokojnie tłumaczyć, że nie muszę wiedzieć wszystkiego, co dotyczy ich czasów, tak jak Oni nie znają wielu wielu obecnych nowinek 😛 Mam nadzieję, że ja taka nie będę (chyba założę zeszyt pod tytułem „czego nie robić jak będę starsza”.. 😛

    • Ola to co napisałaś ma wielki sens. Rzeczywiście, starsi ludzie mają tą przywarę, ale na ich błędach można się uczyć. Właśnie dzisiaj mówiliśmy o tym na zajęciach. Z każdego negatywnego wzorca, można wyciągnąć nauke dla siebie. Ja też mam taki swój antywzorzec 🙂 Pozdrawiam Cię!!!

  • Emily Rand

    Faktycznie, najlepiej zacząć od siebie i przyzwyczaić się do bulwersów od innych:)

    • 🙂 dzięki Emily

  • Nigdy nie traktuję kogoś, kto mnie o cokolwiek pyta jak idioty. Uważam, że odwaga by zapytać jest bardzo ważna. Jeśli widzę, że pytanie dotyczy podstaw to tym bardziej zaczynam tłumaczyć od totalnych podstaw, bo nie sztuką jest mówić tak, że nikt nie rozumie. Sztuką jest właśnie umieć wytłumaczyć, moim zdaniem 🙂

    • Witaj Aneta 🙂 to prawda. Znam osoby, które pytane o coś z ich „branży” zaczynają niecierpliwie wrzeszczeć i dziwić się, że to takie proste, a my nie potrafimy tego zrozumieć. To według mnie najgorszy rozmówca… Potem już nie wracamy do takiej osoby, albo się jej boimy.

  • Basiu, masz rację z tym wszystkim. Faktem jest, że wszystko trzeba teraz robić szybciej, więcej i bardziej: żyć szybciej, przetwarzać informacje szybciej, umieć więcej, mieć więcej. Te kreskówki to genialny przykład. Bo na przykład ja – nie nadążam.
    I jeszcze czasami się z tego powodu stresuję, ale już powoli zaczynam mieć wy….. 😉
    Bo to moje życie i ja będę decydować, czy wybrać fast czy slow…
    A co do słuchania drugiego człowieka, to akurat pod tym względem nie mogę sobie nic zarzucić 🙂 Już tak po prostu mam, że jak ktoś coś do mnie mówi, to zawsze wysłucham do końca i do głębi 🙂
    Miłego weekendu!

    • Agnieszko ja już dawno zauważyłam, że Ty świetnie słuchasz (choć mnie na piśmie) i dlatego podzieliłam się z Tobą niedawno moim kłopotem, kiedy pytałaś o zaginiony wpis 🙂 swoją drogą kłopot trwa.Co do szybkości, tak jak mówisz, to my wybieramy fast czy slow. Mój Krecik ostatnio się wściekł na mnie, co ty mamo z tym „slow”. A u mnie to reakcja, na wydarzenia ostatnich dni 🙂 Chyba potrzebuję slow. I dobrze słyszeć , że nie tylko ja, ale i młodsze mamy nie nadążają XD Pozdrawiam cieplutko i weekendowo 🙂

  • MKa

    Oj, ile ja popełniam błędów. Nie będę się biła w piersi, bo nie o to przecież chodzi. Dzięki Twojemu tekstowi Basiu mogę chwilę zastanowić się nad swoim postępowaniem w relacjach z ludźmi i w sposobie prowadzenia z nimi rozmowy. To, co dobre u mnie, to tolerancja, nauczyłam się jej do końca i mogę śmiało powiedzieć, że nie dziwię się, kiedy młody człowiek nic nie wie o… np. o Bogurodzicy (może za wysoko sięgam) i po przeczytaniu utworu dochodzi do wniosku, że on zna … ale „bogurodzicę s t r a ż a c k ą ” bo była odśpiewana na mszy z okazji rocznicy powstania OSP w jego wsi – (to zdarzyło się na mojej lekcji j. polskiego w szkole zawodowej, gdzie zainteresowania uczniów odbiegały od materiału jaki mieli pokonać na lekcjach, ale miałam osiągnięcia: pani dyr była zaskoczona, że chłopcy wiedzą o czym się mówi na lekcji i nawet potrafią znaleźć odpowiedź w swoich zeszytach: ” niebywałe, pierwszy raz jestem na lekcji, gdzie uczniowie rozmawiają!” Tak, ja z nimi rozmawiałam i chciałam, żeby oni też mówili…Nie byłam tą panią z ogólniaka, często słyszałam: „my są tu, a nie tam” (wskazywali na moja szkołę widzianą z okien ekonomika.) Dzisiaj wiem, że postępowałam dobrze, nie zniżałam się do poziomu rozmów moich zawodówkowych uczniów, ale szukałam sposobu, żeby oni rozmawiali ze mną i starali się zrozumieć to o czym ja mówię.

    • Madziu, jestem pewna, że Ty jesteś jedną z osób, które doskonale wiedzą jak rozmawiać z ludźmi, jak słuchać i słyszeć i jak dobrze dobierać pudełeczka z odpowiedziami. Empatia i zrozumienie zawsze były i są z Tobą. Masz też chęć bycia z ludźmi. Myślę, że byłaś i dalej byłabyś świetnym belfrem, gdyby było Ci dane to dalej robić. Szkoda, że szkoła traci ludzi z entuzjazmem i energią, że potencjał nie jest spożytkowany tam gdzie jego miejsce i potrzeba. I dziękuję Ci za ten świetny i mądry komentarz, który dodał mi otuchy, gdy czekałam na prawnika w jego biurze… Buziaki!!!

  • O Filipie dokończyłam pod wpisem o Kreciku. A co do pracy w szkole, to miałam takie odczucie, że nauczyciele z misją nie mają łatwego życia w szkole. To, co kochają i doceniają uczniowie jest niemile widziane przez dyrekcję. I, co gorsza, jest to widoczne już od pierwszych klas podstawówki. Między innymi z tego powodu właśnie kończę pierwszy rok edukacji domowej z Filipem. Bywa trudno, ale warto. Znowu pyta (właśnie, pyta), nauka idzie szybko i sprawnie, znacznie wyprzedzamy materiał, jest czas na pogłębianie intrygujących zagadnień, a także tłumaczenie tych w pierwszej chwili trudnych do zrozumienia. I staram się, żeby owo „to ty tego nie wiesz?” nie padało… choć jak na początku napisałam – nie zawsze jest łatwo 😉 Miłego dnia.

    • Podziwiam Cię szczerze i bardzo mocno, za odwagę i to, że zajęłaś się edukacją domową dziecka. Myślę, że to wielkie wyzwanie dla mamy. Ale wiesz, że przekazujesz dziecku swoje wartości, a nie te, które wyznaje nauczycielka niekoniecznie stojąca po tej samej stronie co Ty. Dziecko może pytać ile tylko chce. A co do nauczania i misji… W tym roku dostałam nauczkę, że ani lata pracy, ani doświadczenie, ani dobre opinie uczniów i rodziców,ani własny autorski program rozwoju osobistego dla uczniów nie są w cenie u przełożonych. Ale takie jest życie 🙂 Uczymy się cały czas dobrych, ale i gorzkich prawd. Spokojnego weekendu 🙂

  • Bardzo mi to bliskie, co piszesz Basiu. I nie dziwię się, ze przestalas pasować do swojego miejsca pracy. Bo tak na co dzień w wielu miejscach się nie słucha, nie nawiązuje relacji. Tak bym chciała by nie tylko w szkole, u prawników, ale także u lekarzy się to zmieniło. ..

    • Chyba przestałam pasować Aniu. Ale nie zmienia to faktu, że jest z mi z tego powodu trochę przykro. Fakt, że sama staram się dobrze słuchać często sprawia, że w relacjach z innymi też spodziewam się dobrego słuchania, a potem czuję zawód, jeśli go nie ma …

  • Elżbieta Antonina

    Pani Basiu, po przeczytaniu wpisu doszłam do wniosku, że nie umiem słuchać i nie daję rozmówcy szansy na nawiązanie dialogu. Przetrawię to i może nie jest dla mnie za późno na pracę nad sobą…

    • 🙂 słuchania można się nauczyć w każdej chwili w życiu 🙂 nigdy nie jest zbyt późno. Ja tez uczę sie cały czas, ale już zauważyłam jak to bardzo mi pomaga 🙂 Dziękuję Pani Elu za ten komentarz i za to, że poświęciła Pani czas, żeby przeczytać mój wpis.

  • Basiu, niestety boimy się pytać, bo tego jesteśmy uczeni od małego. W szkole (oczywiście uogólniam) to nauczyciel jest od zadawania pytań, a dziecko bezbłędnie i bez zawahania, na co słusznie zwróciłaś uwagę, ma obowiązek odpowiedzieć. Wątpliwości? Rozterki? Poszukiwanie innych dróg? Nie ma za bardzo na to miejsca. Dlatego z czasem zanika w nas naturalna chęć pytania. Słuchania tym bardziej. Nawyk besztania za niewiedzę ciągniemy za sobą całe życie radośnie szerząc go dalej. Od razu przypomina mi się wątpliwa przyjemność pobytu w Centrum Zdrowia Dziecka, kiedy w ciągu kilu minut pani profesor na oddziale okulistycznym wypluła z siebie diagnozę dotyczącą naszego czteroletniego wówczas syna. Staliśmy zszokowani faktem, że nasze dziecko ma poważną wadę wzroku, a tu zalała nas lawina nowych, całkiem niezrozumiałych słów. Zadaliśmy więc proste pytania – czym są ćwiczenia, które poleciła wykonywać pani doktor i jak namówić dziecko do ich wykonywania. „Mądry rodzic powinien wiedzieć”. Czyli tak jak mówisz – zanim przyjdziesz do szkoły, już masz wiedzieć. Przepraszam za porcję prywaty, ale to, co napisałaś od razu przywołało ni w głowie tę sytuację sprzed paru lat.
    Nie wiem, czego uczysz, ale Twoi uczniowie mają prawdziwe szczęście mieć nauczyciela, który rozumie, jak ważne jest to, by pytać, słuchać i pozwalać innym pytać.

    • Aniu, tą Twoją prywatę bardzo dobrze rozumiem. I bardzo mocno Ci za nią dziękuję. Prywata jest dla mnie bardzo ważna. Prywata, to każdy osobny człowiek. Wiem o czym mówisz, bo przetrwałam to na neurologii dziecięcej i również w CZD. Ja uczę w szkole średniej i oprócz tego, że uczę angielskiego, prowadziłam warsztaty dla uczniów, podczas których mówiliśmy o rozwoju osobistym. Czy ktoś to docenił? Uczniowie bardzo. I daje mi to satysfakcję. Ja zaś powoli opuszczam szkołę, bo moi przełożeni po 22 latach pracy odebrali mi sens i możliwość pracy w szkole. Żałuję. Mam nadzieję, że sytuacja u Twojego synka jest opanowana, tak jak u mojego (wpis o Kreciku). A lekarzom trzeba mówić głośno i wyraźnie, że „potrzebujemy czasu i przestrzeni” i jesteśmy w stanie pojąć ich mowę, prawda? Pozdrawiam Cie bardzo ciepło!

  • Mnie cierpliwości w słuchaniu nauczyły moje dzieci i mąż. Ja jestem w gorącej wodzie kąpana i jak o czymś pomyślę to od razu chcę działać. Długo miałam problem ze słuchaniem innych, nie dawałam dokończyć zdania, bo w myślach już na nie odpowiadałam. W ciągu ostatnich kilku lat, a właściwie kilkunastu – 11, zaczęłam to powoli kontrolować. Mój mąż bardzo cierpliwie tłumaczył, żebym dała dokończyć, żebym się nie spieszyła. Z czasem udało mi się to opanować, póki co w minimalnym stopniu, ale jednak 😉 Staram się tę moją impulsywność skierować na inny tor np przy tworzeniu – tu liczy się refleks, pierwsza myśl jest zawsze najlepsza 🙂 Moja młodsza córka jak coś opowiada i brakuje jej słów to zaczyna się denerwować. Cierpliwość jak najbardziej wskazana, więc czekam aż się uspokoi i pytam ponownie co chciała powiedzieć. I to działa 🙂 Świetny tekst 🙂

    • Karolina dziękuję 🙂 ja tez jestem szalona narwana i ciąglę gdzieś pędzę 🙂 Ale cierpliwości w pytaniu, rozmowie się nauczyłam. Odkąd zainteresowałam się coachingiem moje życie prywatne i zawodowe zmieniło się na lepsze. Cały czas się doskonalę i dobrze mi z tym. A co do tworzenia…masz rację zupełną i w 100%. Tutaj liczy się impuls i pierwsza myśl. W Twoich pracach widać ten impuls i radość tworzenia. Ciesz się tym 🙂 a komunikacja może rozwijać się równolegle z naszą „radością życia” Ciumaski!!!

  • Mary

    Tak wspaniale się czyta pani wpisy! Każde słowo magicznie wciąga… I chce się więcej i więcej! Przedstawia pani taką, wydawać by się mogło „oczywistą oczywistość „…Ale jednak potrzeba chwili, by zastanowić się nad głębszym sensem naszych zachowań, jak choćby tego poruszonego w tym wpisie. W obecnych czasach, przyznanie się do niewiedzy bywa często krytykowane i „obdarowane” spojrzeniami typu „serio? Nie wiesz?”. I choć czasem chciałoby się przyznać do braku posiadania wszechwiedzy… To jest po prostu wstyd… I udaje się, że się wie… Szukając nagminnie odpowiedzi w tej internetowej, skomercjalizowanej encyklopedii… Szkoda, że tak to wygląda… Gdyby chociaż garstka ludzi postępowała tak jak sprzedawca, przy wyborze czekoladek… Byłoby zdecydowanie przyjemniej! Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję za te piękne i dobre słowa. Proszę mnie odwiedzać jak najczęściej 🙂 to dla mnie ważne, gdy wiem, że moje wpisy mają jakąś wartość. Bo cały blog tworzę z sercem i wiarą. Każde zdjęcie jest z mojego archiwum i przygotowane moją ręką 🙂 Myślę, że każdy człowiek, który jest jak dobry sprzedawca czekoladek, wysyła tyle dobra, że świat będzie się zmieniał na lepsze. Ja miewam chwile zwątpienia, lecz potem spoglądam w oczy młodych ludzi, które mówią mi wprost, ile wart jest DOBRY I UCZCIWY SPRZEDAWCA czekoladek. Czuję, że Pani też ma najlepsze serce na świecie 🙂 i proszę mówić mi Basia, czy Baśka 🙂 Pozdrawiam i dobrego weekendu życzę 🙂

  • Blog prostoofinansach

    Fakt, boimy się pytać, a i często odpowiedzi jakie udzielami nie są takie jakbyśmy chcieli sami usłyszeć. Kolejny świetny tekst, dający do myślenia 🙂

  • Znowu dałaś mi do myślenia. Dotarło do mnie po raz kolejny, może w końcu zrozumię, że czas nie jest po to, żeby się spieszyć. Tylko po to, żeby być cierpliwym, wysłuchać do końca, odpowiedzieć. Masz rację ktoś zadając pytanie okazuje nam szacunek, okażmy go i my wysłuchując pytania do końca. A nasza odpowiedź niech będzie taka jaką my byśmy chcieli usłyszeć 🙂

    • Ula, cały czas uczę się mądrego słuchania. Kiedy jestem zmęczona, czasem brakuje mi cierpliwości. A potem mi wstyd. Bo wiem jak to powinno wyglądać, żeby własnie drugi człowiek chciał kiedyś wrócić. Stąd ta ostatnia zasada. Absolutna szczerość.

  • Aga

    Bo w tym wszystkim chodzi o sztukę słuchania i empatię. Których tak brakuje. Tej elementarnej jakości dobrej komunikacji. Bardzo, bardzo uwrażliwiam moje dzieci, żeby zadawały pytania. I nigdy się tego nie wstydziły. Coaching nauczył mnie tej proporcji 20:80. Czyli ja mówię mniej, a rozmówca ma większość czasu. Słuchanie uczy ludzi.
    Bardzo potrzebny, mądry tekst. Świetny.

    • OOO nie widziałam o zasadzie 20:80, a wygląda na bardzo mądrą zasadę. Może kiedyś nauczymy się słuchać…. Życie wtedy będzie łatwiejsze.

      • Aga i Ula 🙂 dziękuję, że ze mną jesteście 🙂 Ja też bardzo zmądrzałam, odkąd coaching nauczył mnie słuchania na głębszych poziomach i ogromnej tolerancji. Paradoksalnie przestałam pasować do miejsca, w którym pracuję i teraz zbieram tego plony. Dziewczyny jesteście świetne i cieszę się, że mam ten blog, bo Was poznałam!!!

  • Anna Maria Jaskolska

    Babownia.pl Basiu, spiekłam raka ;-). <3, fajnych ludzi jest wielu :-). Ściskam !!! 🙂

  • Babownia.pl

    Aniu Kochana cieszę się 🙂 cieszę sie i płaczę, bo mnie moja firma dzisiaj „nagrodziła”, ale tak BARDZO się cieszę, że jest tylu dobrych ludzi na świecie jak Ty 🙂 którzy wiedzą jak postępować z ludźmi. Ściskam Cię <3

  • Anna Maria

    Basiu, bardzo ładnie powiedziane w tym ważnym temacie.

  • Ania

    Wspaniałe słowa!!! Basiu jesteś niesamowita!! Świetna robota!☺

    • Aniu dziękuję Ci 🙂 cieszę się, że moje słowa są coś warte. Naprawdę Twoje komentarze są dla mnie bardzo ważne!