MAŁE DZIECI MAŁY KŁOPOT, DUŻE DZIECI DUŻA RADOŚĆ

In Babskie Rodzicielstwo, Życie Po Babsku by Basia4 Comments

Kiedy dzieci są małe mama jest wyrocznią. Fajnie być takim guru dla małego człowieka, który jest wpatrzony w nas jak w obrazek, imituje nasze zachowania, przyjmuje nasze wartości bez oporu, kocha bezwarunkowo, nawet jak się czasami wściekniemy, a obiad wyjdzie nam trochę mało pyszny. Cóż, wszystko ma swój czas i swoje miejsce. My ciągle takie same młode, energiczne i wiemy najlepiej, a tutaj nagle nasz „słodziak” zaczyna burczeć, przeklinać, wybierać trochę inaczej. No tak, a potem się zakochuje i wiele z nas czuje się tak tak albo tak 🙂 . Niby nasze dziecko, a już nie nasze.

Ale właściwie, kiedy lepiej się temu przyglądnąć, z dorosłego dziecka możemy mieć całkiem niezły „pożytek”. Nie absorbuje nas tak jak maluch, a wciąż kocha i może być dobrym kumplem. Kiedy z nim ładnie porozmawiamy o naszych potrzebach, to nagle okazuje się, że możemy bardzo dużo się od niego nauczyć. Pewnie, że jesteśmy wciąż „młode i wiemy najlepiej”, ale z pewnością są dziedziny, w których nasze dziecko się specjalizuje i we wspaniały sposób wyręczy nas, ba, zrobi to lepiej niż my jesteśmy w stanie. Jest tylko jedna malutka przeszkoda. Trzeba pogodzić się z faktem, że być może dziecko wie lepiej, potem zaakceptować i wreszcie polubić nową sytuację 🙂 A potem możemy już zacząć czerpać obopólne korzyści.

Z czym musimy powalczyć? Po pierwsze z krytykiem, który w nas siedzi.  Kiedy mówimy naszemu „dużemu” dziecku, że fajnie coś zrobiło, powiedzmy co i dlaczego nam się podoba i postawmy kropkę. Dopóki samo nie zapyta, nie mówmy o tym co zrobilibyśmy inaczej. Drugim grzeszkiem jest chęć poprawiania. Jeśli zlecamy naszemu dużemu dziecku  wykonanie dla nas jakiegoś projektu oraz dajemy mu wolną rękę i spory kredyt zaufania, to odnosimy się do jego fachowej wiedzy.  Dziecko jest wtedy specjalistą i z pewnością zrobi wszystko aby osiągnąć jak najlepszy rezultat. Nie poprawiajmy jego pracy, to kwestia zaufania i wiary. Weźmy „gotowy produkt”, podziękujmy i cieszmy się nim. Pamiętajmy o tym, żeby chwalić, być dumną mamą i dumnym ojcem. Nazywajmy głośno zasługi naszego „dużego” dziecka. Na koniec tej krótkiej listy zostawiłam porównywanie. Być może nasi rodzice to robili i może wciąż to robią, robimy czasami i my. Porównujemy dzieci do siebie. A dlaczego tak jest? Łatwo sięgnąć wstecz, do zasobów pamięci i znaleźć tam zapis naszych sukcesów, bo te mózg najlepiej zapamiętuje. Wyciągamy je na światło dzienne i dajemy sobie satysfakcję, pokazując siebie jako eksperta. Tylko, że czas jest inny, warunki są inne, a myśmy już swoje zrobili. Teraz pora na nasze „duże” dziecko, które ma inną mapę świata i inne potrzeby.

Wiem, że czasem trudno wejść w skórę  naszych dzieci. Kiedy wydaje się Wam, że Wasze „duże” dziecko jest niesprawiedliwe, ocenia źle Wasze chęci, albo to co mówicie, spróbujcie choć na chwilę spojrzeć na Wasze relacje zewnętrznym okiem. Usiądźcie spokojnie, wróćcie do chwili, która przyniosła nieporozumienie i spójrzcie na nią okiem widza. Zobaczcie siebie i swoje „duże” dziecko, przyglądnijcie się temu, o czym rozmawiacie, Waszym emocjom, temu co pojawia się na waszych buziach i temu, jak reaguje Wasze ciało. Postarajcie się poczuć to co czuje w tej sytuacji Wasze dziecko. Dokładnie to samo może zrobić „duże” dziecko, które być może nie rozumie Waszych zachowań i reakcji. To dobre ćwiczenie, które pomaga zobaczyć i zrozumieć więcej.

Wiecie już z moich poprzednich wpisów, że lubię wszystko robić sama, najlepiej na 100%, ale… No tak, nie potrafię zrobić wszystkiego, bo świat pędzi do przodu i nie jestem ekspertem we wszystkim. Czasami działam zbyt wolno. Czasami nawet nie sięgnęłabym po pewne rzeczy, bo nie wiedziałam o takiej możliwości. A dzięki „dużym” dzieciom moje życie jest bogatsze.Tak naprawdę polubiłam to, że mogę skorzystać z ich pomocy, że wiedzą wiele rzeczy lepiej niż ja i chętnie się nimi ze mną dzielą. Że są ekspertami, którym CHCĘ maksymalnie zaufać. Dlatego zupełnie nie zgadzam się ze zdaniem, że „…duże dzieci, duży kłopot”, bo duże dzieci to wielka radość 🙂

podpis

 

 

 

Share this Post

 

  • Moja Jagoda ma teraz dwa lata. Chętnie zatrzymałabym czas, żeby dłużej się cieszyć tymi chwilami 🙂

    • Witaj Jagodowa Mamo 🙂 wiesz, własnie o tym jest ten wpis. Wielu rodziców mówi, ze duże dzieci nie są tak fajne jak maluchy. A ja mówię, że duże dzieci to skarb, który może nas wiele nauczyć.

  • W każdym wieku dzieci są wielką radością, inna skala, perspektywa, ale intensywność uczuć zawsze ta sama. 🙂

    • To prawda 🙂 i w każdym wieku możemy czerpać garściami z tej miłości 🙂