GŁOWĄ W MUR

In Życie Po Babsku by Basia38 Comments

Wcale nie szukałam Maxa i Polci. To oni trafili do mnie. Tak zupełnie bocznymi drzwiami, bo przy okazji czarnego protestu i naszej babskiej niezgody na szykowaną dla nas „nową rzeczywistość”.

Pokazali swoje buzie w krzyczącym fejsbukowym tłumie. Nie mówili. Nie prosili, żebym otworzyła dawno zamknięte drzwi. Pokazali swoje buzie i opowiedzieli swoją historię „piórem” ich mamy, a ja pomaszerowałam za nimi do ANI , która chce zbudować im ogród.

A potem zapukała też do mnie AGNES ON THE CLOUD ze swoim wpisem 0 strachu przed szczęściem . I tak jakoś spięła nim wszystkie moje myśli w całość.

Max, Polcia, Ania i Aga. Poszłam więc do szuflady i wyjęłam zeszyt, który będzie tam leżał już na moje „prywatne zawsze”. I zaglądnęłam w miejsce, w którym mieszkał MÓJ czarny wilgotny lęk. Panika, która kilka lat temu zmusiła mnie do ostrzyżenia długich włosów na króciuteńkie, zdjęła mi dżinsy przez biodra, bez rozpinania paska i kazała porzucić pracę. Kilka linijek, kilka dni z tamtego kalendarza i skrupulatnie zapisywany postęp choroby dziecka …

07 września – skręca się w „rogalik”, zatacza, bardzo się męczy, spocony, zdenerwowany

08 września – spokojny, lepiej spał, trochę chodzi

09 września – opada mu główka, nie trzyma jej, zdenerwowany

12 września – rano bardzo wiotki, „postawa papieża”

13 września – jest lepiej, bawi się

14 września – bardzo słaby, pochylony na prawo, skręca się, chwiejny, chrypi

Nie piszę o tym, żeby Was wzruszać i grzebać się w swoich ranach z przeszłości. To taki urywek filmu z życia rodzica, którego dziecko wpada w tunel ciężkiej choroby.

A RODZIC TEŻ CZŁOWIEK

Ty mama idź trochę spać. Jest źle, ale jak nie śpisz, to wszystko wygląda jeszcze gorzej.

Dyżurny lekarz powiedział do mnie z troską „ty mama idź spać …” Bo dla matki, czy ojca, to taka karuzela bez trzymanki. Terminalne diagnozy w oczach lekarzy. Nie chcą mówić zbyt wiele, ale wiesz, że tam gdzieś czyha jakiś wyrok. I jest właśnie ten wilgotny i lepki strach, który zalepia płuca. Trudno oddychać. Zasypiać i budzić się pod światłem migających szpitalnych świetlówek. I czekać.

MASZ SZCZĘŚCIE, ALBO GO NIE MASZ

Mamy szczęście!!! Tę chorobę da się leczyć! Jak dobrze pójdzie dziecko wróci do pełnej sprawności!

Lekarka prawie biegnie przez korytarz. A ty siadasz na podłodze. Jest ulga. Może się uda.

Ale nie zawsze się udaje. Bo stała koło mnie mama, z synkiem w ramionach i szeptem powiedziała do swojej mamy, która po matczynemu jej towarzyszyła. To ta najgorsza możliwa wersja choroby, profesor potwierdził. I choć nie znałam tej dziewczyny, zapamiętam ją do końca życia.

Kiedyś, wykrzyczała mi koleżanka, że wszyscy mieliśmy chore dzieci. Nie wszyscy mamy RÓWNIE CHORE DZIECI. Jesteśmy wielkimi szczęściarzami, bo nasze dzieci chorują na anginę, zapalenie oskrzeli, albo wyrostka robaczkowego. Chorują. Mają gorączkę. Może małą bliznę na brzuszku. Złamany obojczyk. Ale po chorobie biegają. Spocone, ale z radości. Zachrypnięte, ale z dzikich okrzyków. Zmęczone, ale z dziecięcego szaleństwa.

Ale są i dzieci, które chorują inaczej. Trudniej. I tak naprawdę, kiedy inne dzieci wyruszają w świat, to w tym przypadku świat musi przyjść do nich. A wiecie sami, że nie tak łatwo przyprowadzić świat do kogoś. Ania z POMYSŁOWEGO OGRODU postanowiła przyprowadzić świat zmysłów do dwójki dzieci. A ja chcę jej troszkę w tym pomóc.

Można powiedzieć, że fanaberia. Ogród sensoryczny. A ja myślę, że to nie fanaberia. To miłość, wsparcie i nasze człowieczeństwo. To światło, zamiast ciemnego i lepkiego strachu. Świadomość, że nie żyjemy głównie dla siebie.

Pamiętacie, jak napisałam kiedyś o zbyt luźnych sukienkach  ze zmartwienia? Bo tak właśnie jest, smutne zbyt luźne sukienki, na smutnych mamach. I od kilku dni siedzi we mnie pytanie. Który świat jest realny? Świat fejsbuka, w którym setkami lajków wygrywają podkolorowane fotki, czy raczej realny świat realnego rodzica i jego realnego dziecka, którego życie, pełne jest odwagi i walki.

Moje malutkie dziecko, podczas choroby spytało:

Mamo, kiedy moje nóżki będą chodzić? 

Czy wiecie, że czasem nie wiadomo co odpowiedzieć? Niedługo? Za kilka dni? Jak zjesz dużo zupki? Jak pani doktor znajdzie pomysł, żeby je do tego namówić? Naprawić? Chore dzieci, to także ich rodzice. Ich każdy kolejny dzień. Każda noc. Bo trzeba spać i wstawać rano.

Uśmiechać się i cieszyć do własnego dziecka, którego zegar chodzi o wiele szybciej niż ich.

OGRÓD SENSORYCZNY DLA MAXA I POLI

Barbara Lew

MGŁA 2