MAMA WEGANKI

In Babskie Rodzicielstwo, Mama Weganki Gotuje, Życie Po Babsku by Basia8 Comments

Dlaczego zaczynam od tego postu? Dlatego, ze czuję się ostatnio BARDZO mamą weganki, choć mam przecież również dwóch wspaniałych synów. Jednak to moja córka, dziewczę niepokorne, zmusiła mnie niejako do polubienia wegetarianizmu i kuchni roślinnej. Nie, żebym nie lubiła od czasu do czasu zjeść poczciwej świnki czy kurczaka, ale zdążyłam zaakceptować fakt, że czasem trzeba ugotować inaczej i może być to bardzo bardzo smaczne. No więc gotuję, eksperymentuję, poznaję nowe i im więcej o tym wiem, tym jest mi to bliższe i coraz bardziej potrzebne.

Jak to się ma do rozwoju osobistego i coachingu? Nauczyłam się kiedyś, że każdy z nas ma swoją, tak zwaną „mapę”, a więc sposób w jaki odbieramy i widzimy świat, choć tak naprawdę rzeczywistość jest tylko jedna. Na mojej mapie świnka jest jadalna, ale na mapie mojej córki już nie. Na nic krzyki i jęki dziadka, że przecież po to jest świnia, żeby ją zjadać. Dziadek ma po prostu swoją, jeszcze inną mapę tego samego świata.

Dlaczego tak bardzo trudno zaakceptować coś nowego? Często wymaga to od nas zmiany nawyków myślowych, nauczenia się nowych umiejętności i zrozumienia nieznanych dotąd procedur i zasad. Niestety, upływający czas często odbiera nam naturalną ciekawość dziecka i musimy znaleźć dla niej miejsce na nowo. Zmiana zawsze budzi opór, ale gdy go pokonamy jest już coraz łatwiej.

Kiedy nasze „prywatne dziecko” wkracza pewnego dnia do domu i mówi: „od dzisiaj nie jem mięsa”, kuchenny świat niejednej mamy staje nagle na głowie, a jej włosy dęba. Od nas samych zależy czy podejmiemy wyzwanie i postaramy się zrozumieć PO CO nasze dziecko coś robi i DLACZEGO jest to dla niego ważne tu i teraz. Choć na początku nie do końca to rozumiemy, warto pozwolić synowi, czy córce na tworzenie własnej „mapy”. Czasem będzie to zachcianka i zapomni o niej za pół roku, ale czasem, może być to właśnie tan ważny kamień milowy, albo jakiś szczyt do zdobycia.

Możemy to zignorować i zostać w tym miejscu, w którym właśnie jesteśmy, ale skoro dziecko nam o tym mówi i nas zaprasza, możemy wziąć coś od niego. Podążyć za nim na ten szczyt i zobaczyć z góry kawał fajnego świata.
Dziękuję Wam Moje Dzieci za wszystkie podróże, w które mnie zabieracie 🙂 ***

podpis

 

 

Share this Post

  • Aga

    A ja mam Basia odwrotną perspektywę. Bo na mojej mapie mięsa od zawsze nie ma, a u dzieci tak. Taki ciekawy proces poznawczy i samotność roślinożercy. Bo sama sobie muszę gotować.:)))
    I bardzo mądry ten Twój tekst, tak pozornie o jedzeniu…:)
    Ściskam mooocno!

    • Aga, pierwszy tekst i taki od serca z trzęsącymi rękami i nogami, że już od tego dnia tracę moja anonimowość 🙂 tak zaczęła się Babownia, od wiary w to, że może napiszę coś przydatnego dla rodziców 🙂 I masz rację 🙂 Pozornie o jedzeniu …. Buziaki!!!

  • To jest dla mnie fascynujące w rodzinie, że każdy w niej potrafi mieć taką swoją indywidualną mapę. Bardzo to fajnie wychodziło na moich sesjach. I zrozumienie tego, że drugi bliski nam człowiek, czy duży czy mały, ma inne spojrzenie na świat może być odkrywcze. I to też widzę w Twoim wpisie. Takie zrozumienie i akceptacja tego, ze każdy ma swoją opowieść. I prawo do niej

    • Aniu, to prawo, które jest niepodważalne i które jest przywilejem dla reszty rodziny, bo dzięki niemu każdy wnosi coś nowego, a nam pozostaje się uczyć i zmieniać 🙂 Ściskam!

  • Moja córa, już z rok zasadniczo nie jada mięsa. Tak raz na miesiąc się złamie, jak coś dobrego przygotujemy. Ale widzę, że źle się z tym czuje. Jak się studiuje różne cywilizacje, to rozumie się bardziej innych, także zwierzęta. A może podejście innych do zwierząt. U nas też ciężko z dziadkami, nie rozumieją tego wyboru 🙂 Ale na szczęście zbyt często o tym nie mówią.
    Przez ten rok bardzo polubiłam dania warzywne, nawet mąż ostatnio ma na talerzu ich znacznie więcej niż dawniej.

    • Ula tak jakoś jest, że jedna osoba w rodzinie potrafi bardzo zmienić oblicze tej rodziny. Czasami bardzo nieświadomie przybliżamy się do jej punktu widzenia i spotykamy się nagle w jednym miejscu. Bardzo podoba mi się takie przenikanie „światów” 🙂

  • Ja jestem mamą wegeterianki od 5 lat, a weganki od kilku miesięcy i daję radę:) Jeżeli chodzi o akceptację inności, przychodzi większości naszego społeczeństwa bardzo trudno:) Buziaki Aga

    • Basia

      Cześć Aga 🙂 to prawda, bywa trudno. U mnie to już chyba 7 lat wegetarianizmu i prawie rok weganizmu 🙂 zawodowo pracuję z młodzieżą i widzę, że trzeba im pokazywać tolerancję i mówić im, że mają do niej prawo. Również we własnym domu 🙂 Dziękuję, że do mnie wpadłaś! Buziaki